Teraz będziecie mieli własne dziecko, a ją czas oddać z powrotem do domu dziecka

Kiedy wreszcie mój syn doczeka się wnuka? Jadwiga Malinowska spojrzała z nieukrywanym rozdrażnieniem na synową siedzącą przy stole.

Przecież pani dobrze wie, że od trzech lat staramy się o dziecko odpowiedziała z głębokim westchnieniem Bożena. Każde spotkanie wyglądało tak samo; zawsze to jedno, niezmienne pytanie. Co miała powiedzieć? Lekarze stwierdzili, że zarówno ona, jak i Marek są zdrowi.

Właśnie. A jednak jesteście już tyle lat po ślubie i nic. Kobieta skrzywiła usta w złośliwym uśmiechu. Pewnie młodość miałaś bujną.

Pani Jadwigo, co za insynuacje? Bożena nie wytrzymała i z hukiem zamknęła laptopa. O pracy mogła zapomnieć. Czy dałam pani kiedyś do tego powód? Proszę w ogóle zmienić ton!

A co mi zrobisz? teściowa udawała zdziwienie. Nażalisz się Markowi? Nie boisz się, że stanie po mojej stronie? W końcu jestem jego matką.

W odpowiedzi usłyszała trzaśnięcie drzwiami. Bożena oczywiście nie zamierzała nic mówić mężowi nie dlatego, by jej nie uwierzył, ale nie chciała go martwić.

******************************************

Relacje między nimi nigdy nie były łatwe. Od pierwszego spotkania Jadwidze nie podobało się w niej nic ani wygląd, ani sposób ubierania, gotowanie także jej nie satysfakcjonowało. Teściowa od początku była przeciwko ich związkowi i naciskała na syna, lecz Marek potrafił postawić na swoim.

Ślub odbył się skromnie. Jadwiga nieco przycichła, szczególnie że młodzi przeprowadzili się do własnego mieszkania daleko od jej domu.

Nie minęło jednak pół roku, gdy znalazła powód do nowych pretensji. Brak dzieci.

Początkowo Bożena żartowała, że chce się jeszcze nacieszyć młodością i zrobić karierę. Na co teściowa z naciskiem odpowiadała, że dzieci trzeba rodzić szybko, najlepiej więcej niż jedno.

Pod naporem kobiecej władzy dziewczyna w końcu się poddała. Tak zaczęła się gehenna badania, wizyty w klinikach, witaminy i ziółka, lecz na próżno.

Pewien lekarz zasugerował, że problem leży po stronie stresu i emocjonalnego napięcia. Jadwiga tylko się roześmiała i poradziła zmienić lekarza.

******************************************

Po kolejnej rozmowie z teściową, by oderwać myśli, Bożena przewijała bezwiednie media społecznościowe. Zdjęcia dzieci ściskały jej serce. Naprawdę marzyła o dziecku nie żeby zadowolić teściową, a wyłącznie dla siebie.

Nagle natknęła się na wpis kobiety pracującej w domu dziecka. Tyle jest dzieci, którym brakuje matki i ojca

Bożena na chwilę się zawahała. Mogłaby pokochać cudze dziecko? Przypomniała sobie uśmiechnięte niemowlę wyciągające w jej stronę rączki. Serce zabiło mocniej. Natychmiast zaczęła szukać informacji.

Tak, formalności były przytłaczające dokumenty, badania, procedury, ale pragnienie macierzyństwa było silniejsze niż strach przed urzędami.

Do rozmowy pozostało przekonać Marka. Obawiała się jego reakcji, ale… zaskoczył ją spokojem i szybkim przyzwoleniem. Zasugerował tylko, żeby wzięli niemowlę. Tak też postanowili.

Po pewnym czasie ich rodzina powiększyła się o małą Antoninę, pięciomiesięczną dziewczynkę. Bożena i Marek zakochali się w niej od pierwszej chwili. Wyłącznie Jadwiga była temu przeciwna. Jej protesty nie miały jednak znaczenia Marek bez ogródek zagroził, że jeśli nie przestanie, przeprowadzą się na drugi koniec Polski. Musiała zatem udawać przy obcych wzorową babcię.

Minęło siedem lat. Tosia skończyła pierwszą klasę, miała wielu przyjaciół była pogodnym, empatycznym dzieckiem. Bożena była z niej niesamowicie dumna.

Latem cała rodzina wyjechała nad Bałtyk. Słońce, lekkie fale, puszysty piasek czego więcej potrzeba? Zwłaszcza, że Jadwiga była daleko i nie mieszała w ich szczęściu.

Tuż przed końcem urlopu Bożena poczuła się źle. Nikomu o tym nie wspomniała nie chciała psuć rodzinnego nastroju. Po powrocie do domu od razu udała się do lekarza.

Marek i tak zauważył, że z żoną dzieje się coś niedobrego. Wymyślił pretekst, by wrócić wcześniej, obiecując rodzinie powtórkę wyjazdu w ferie zimowe. Bożena nie miała wyjścia, zgodziła się.

Wyniki badań zaskoczyły ich całkowicie, ale i uszczęśliwiły spodziewali się dziecka. Najwięcej radości miała Tosia, przymierzając się z dumą do roli starszej siostry.

Jadwiga dowiedziała się o tym dopiero po dwóch miesiącach, gdy brzuch Bożeny stał się już wyraźny. Pewnego dnia, gdy była sama, stanęła w drzwiach jej mieszkania.

Nie będę pytać, czemu wcześniej nic nie mówiłaś zaczęła prosto z mostu, lustrując jej brzuch spojrzeniem. Mam inne pytanie.

Jakie? Bożenę przeszedł niepokój.

Kiedy zwracacie Antoninę do domu dziecka? zapytała rzeczowo. Macie już własne dziecko, przybrana może wrócić skąd przyszła.

Zaniemówiła. Czy dobrze słyszała? Jak można mówić coś takiego o dziecku, które stało się częścią ich rodziny?

Mówi to pani poważnie?

Oczywiście prychnęła Jadwiga, z uporem wpatrując się w kobietę. Więc kiedy?

Proszę wyjść wysyczała Bożena, łapiąc się za poręcz krzesła, by nie rzucić się na gościa. I niech się pani tu więcej nie pojawia.

Wyrzuciła zaskoczoną kobietę za drzwi i długo nie mogła się uspokoić. Zadzwonić do Marka? Dziś miał ważne zebranie w pracy Ale musiała z nim o tym porozmawiać.

*********************************************

Wściekła Jadwiga ruszyła wprost do pracy syna. Zignorowała sekretarkę i wparowała do biura.

Twoja żonka właśnie wyrzuciła mnie z mieszkania jak jakąś intruzkę!

I cześć, mamo westchnął Marek. Co powiedziałaś, że taka spokojna kobieta wyrzuciła cię za drzwi?

Zapytałam tylko, kiedy oddacie tę dziewuchę do sierocińca siadając naprzeciwko syna, patrzyła mu w oczy. Będziecie mieć swoje dziecko, ono potrzebuje uwagi i pieniędzy.

Jak ci to w ogóle przyszło do głowy?! Marek z krzykiem złamał długopis w rękach. Tosia zostaje z nami. Jest moją córką, czy ci się to podoba, czy nie.

Niby dlaczego? To tylko przybrana. Jest już duża, zrozumie zaśmiała się z pogardą Jadwiga.

Nie waż się nic jej sugerować Marek rzucił resztki długopisu i uderzył pięścią w blat. Rozumiesz?

I niby jak mnie powstrzymasz? prychnęła, już wychodząc. Ta dziewczyna nie pasuje do naszej rodziny. Zadbasz, zobaczysz.

Marek długo patrzył na zamknięte drzwi. Przyszła sekretarka, przeprosiła za wpadkę, ale on był pogrążony w myślach. Musiał podjąć decyzję.

Sięgnął po telefon…

****************************************

Bożena spacerowała wolno po parku, patrząc z czułością jak Tosia wygłupia się z rocznym braciszkiem. Rola starszej siostry całkowicie ją pochłonęła.

Na jednej z ławek dwie kobiety obgadywały swoje synowe. Myśli Bożeny znów pobiegły do teściowej.

Od tamtej pamiętnej wizyty już się nie spotkały. W ciągu tygodnia Marek spakował całą rodzinę i przeprowadził na północ Polski, wiedząc, że tylko tak ochroni Tośkę przed plotkami. Jadwiga byłaby zdolna wszystkim roztrąbić, że dziewczynka jest adoptowana.

Teraz żyli spokojnie. Mieli uroczą córeczkę, synka, a za kilka miesięcy miał pojawić się kolejny maluszek.

Marek czasem rozmawiał z ojcem. Wiedział, że matka nie przestała dokuczać, tylko skupiła się na świeżo poślubionej córce. Współczuł siostrze, mimo że ta nie wydawała się mieć z tym problemu.

Każdy ma swoje życie myślał a ja swoje. Patrząc na rodzinę, czuł, że więcej mu nie potrzeba. I tego samego życzył wszystkim ludziom.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

6 + trzy =

Teraz będziecie mieli własne dziecko, a ją czas oddać z powrotem do domu dziecka