Mamy w biurzeolegę, Roberta. Jest taki wesoły i przyjazny, taki też zawsze przychodził do pracy. Wesoło się ze wszystkimi witał i szedł do swojego biurka. I tym razem przyszedł do pracy jakiś ponury, dziwne to było. Pomyślałem, że może jakiś smutek go gnębi, może coś złego się wydarzyło, postanowiłem więc się od niego wszystkiego dowiedzieć, więc podszedłem do jego biurka na przerwie obiadowej. Na początku jakoś nie chciał o tym rozmawiać. Ale przekonałem go, że kiedy wszystko powiem, będzie mu na pewno łatwiej, a może i ja będę mógł w czymś pomóc. Powiedział jednak, że nikt mu nie może pomóc, tylko sprawiedliwość, o ile istnieje. Robert rozpoczął swoją historię.
Kiedy miał 7 lat, a jego młodszy brat miał zaledwie 4 lata, ich ojciec opuścił rodzinę. Znalazł sobie kogoś młodszego, chociaż ich matka wtedy miała zaledwie 26 lat. Wraz ze swoją nową dziewczyną ojciec wyjechał na północ kraju. Przez 20 lat nie było od niego żadnych wiadomości, ani pieniędzy. A potem wrócił, jakiś chudy, kulawy… Zaczął prosić o możliwość powrotu do rodziny, ale ani matka, ani synowie go nie przyjęli. Przez cały ten czas, gdy mieszkał z młodą dziewczyną, ojciec nie pomagał swojej rodzinie, więc nikt nie zamierzał go przyjmować. Wtedy poczuł się urażony, zaczął chodzić po rodzinie i narzekać na swoją byłą żonę i synów.
Nagle sobie przypomniał, jak je kołysał, jak woził wózku, jak dał im życie, a oni są tak niewdzięczni, że nie chcą nawet patrzeć na swojego ojca na starość. Wszyscy krewni nie wierzyli ojcu, sami wiedzieli, że opuścił rodzinę, więc nikt mu nic nie był winien. Ale teraz ojciec wściekł się i postanowił pozwać obu synów o alimenty. W końcu dał dzieciom życie, więc powinni być wdzięczni i utrzymywać ojca. Ale Robert i jego brat nie zamierzają dawać mu ani grosza, bo wiedzą, że ojciec przepije te pieniądze. Dlatego Robert martwi się, co zadecyduje sąd, jaki będzie wyrok.


