Tata obiecał córce, że zabierze ją z sierocińca, a dziewczynka mu uwierzyła i czekała na niego trzy lata

Tata obiecał córce, że zabierze ją z sierocińca, a dziewczynka mu uwierzyła i czekała na niego trzy lata

Żona Mikołaj zostawiła jego oraz swoją córkę lata temu. Wyjechała ze swoim bogatym kochankiem za granicę. To nie był jednak jedyny problem Mikołaja, ponieważ krótko potem zwolnili go z pracy i wtedy zrozumiał, w jak bardzo jest beznadziejnej sytuacji. Żona nic mu nie zostawiła: żadnych pieniędzy ani nawet możliwości dalszego mieszkania w należącym do niej mieszkaniu.

Kobieta nie oszczędziła nawet własnego dziecka. Mikołaj zrozumiał, że będzie musiał dokonać poważnego wyboru, ponieważ wiedział, że nie uda mu się wychować córki i wcześniej czy później mu ją zabiorą. Samotny ojciec postanowił więc oddać swoje dziecko do sierocińca, dopóki nie zarobi na na ich wspólne utrzymanie. Mała Jolcia mu wierzyła, bo zresztą czy miała inne wyjście?

Długo płakała i przeżywała rozłąkę z ojcem. Nie widziała go zresztą przez kolejne 3 lata. Prawie codziennie wieczorem siadała przy oknie na swojej walizce z rzeczami i czekała, aż tata w końcu wróci. Zarówno wychowawcy domu dziecka, jak i dyrektorka placówki, byli zaniepokojeni stanem psychicznym ich małej podopiecznej. Wydawało im się, że więdnie w oczach, nie chce z nikim rozmawiać i w ogóle stała się ogromną samotniczką. Wydawało się, że Jolci nie pomoże nic poza powrotem ojca.

Strasznie nienawidzę matki mojej dziewczyny! To nie jest człowiek, ale potwór! Boję się, że zastraszy moją Ewę i zniszczy jej życie do końca

Rzadko rozmawiała sz innymi dziećmi, ale była dla wszystkich bardzo miła. Czasami bawiła się z dziewczynkami, z którymi dzieliła pokój, ale to było bardzo rzadkie. Kiedy z kimś rozmawiała, to za każdym razem mówiła, że tata ją stamtąd zabierze.

Niespodziewane wydarzenie

Któregoś dnia dyrektor sierocińca wezwał Jolę do swojego gabinetu. Dziewczynka była bardzo szczęśliwa, myśląc, że w końcu wróci do domu. Niestety ponura Stanisława powiedziała, że chce ją adoptować młode małżeństwo. Dziewczynka nie mogła powiedzieć, że nie chce, bo małżeństwo spełniało warunki i w zasadzie sprawa była już przesądzona.

Jola długo płakała i nie mogła uwierzyć w to, co się stało. Za tydzień miała trafić do cudzej rodziny, a tata nie będzie już mógł jej znaleźć! Kiedy nadszedł ten fatalny dzień, dziewczynka zebrała się w sobie, wzięła swoją małą walizkę i zeszła do holu. Tam zauważyła drobną kobietę w fioletowej sukience. W dłoniach trzymała bukiet tulipanów. „Moje ulubione!” – pomyślała mała Jola.

W pobliżu nie było jej męża i dziewczynka nie wiedziała, czy to po nią przyszła kobieta. Nieśmiało podeszła do nieznajomej i przywitała się. W tym momencie Jolcia usłyszała znajomy głos: „Mały króliczku, obiecałem Ci, że wrócę i jestem!”

Dziewczyna odwróciła się i zobaczyła ojca. Nie mogła uwierzyć własnym oczom! Walizka wyślizgnęła się jej z ręki, a potem rzuciła się w ramiona ukochanego taty. Mikołaj wziął córkę na ręce i podszedł do kobiety, która ze wzruszeniem oglądała całą sytuację. „Poznajcie się, to jest Ula. Teraz będziemy żyć razem!” – powiedział Mikołaj. Kobieta nieśmiało podeszła do dziewczyny i wręczyła jej bukiet tulipanów: „To dla Ciebie!”

Szczęśliwe zakończenie

Okazało się, że Ula i Mikołaj niedawno się pobrali i byli małżeństwem, które miało ją zaadoptować. Ojciec chciał jej zrobić niespodziankę, więc poprosił dyrektorkę sierocińca, aby nie mówiła jej wszystkiego. Oczywiście było to dla niej stresujące, ale teraz to nie miało znaczenia – najważniejsze, że wszystko dobrze się skończyło.

 

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

20 − pięć =

Tata obiecał córce, że zabierze ją z sierocińca, a dziewczynka mu uwierzyła i czekała na niego trzy lata