Tata i nasza działka – Historia nagłej sprzedaży rodzinnej działki opowiedziana oczami Olgi Sokołows…

Ojciec i działka

O tym, że jej ojciec sprzedał działkę, Helena dowiedziała się zupełnie przypadkiem, gdy dzwoniła z poczty do mamy, która mieszkała tymczasowo w innym mieście. Tego typu rzeczy dzieją się, zdawałoby się, tylko w filmach. Helena mimowolnie stała się trzecim uczestnikiem rozmowy centralka omyłkowo połączyła ją z dwójką innych abonentów. Dwa miasta i dwie kobiety, w tym najważniejsza wiadomość: działki już nie ma, korzystnie sprzedana, a teraz można tyle rzeczy nawet Helenie trochę pomóc finansowo!

Rozmawiały mama Heleny, Zofia, i jej siostra, Teresa głosy tak znajome, oddalone o sto kilometrów, a jednak połączone przez druty, które zmieniają dźwięki w impulsy elektryczne. Z fizyką Helena nigdy nie była za pan brat tata powtarzał, żeby się uczyła.

***
Tato, czemu wrześniowe słońce jest takie inne?
Jakie, Helenko?
Nie wiem, trudno mi to wytłumaczyć, jest łagodniejsze. Świeci, ale nie tak jak w sierpniu.
Trzeba się uczyć fizyki, we wrześniu Ziemia stoi inaczej do Słońca! Łap jabłko! tata zaśmiał się, rzucając jej wielkie, lekko spłaszczone jabłko, błyszczące, czerwone, pachnące miodem.
Kosztela?
Jeszcze nie, to malinowa oberlandzka.
Z chrupnięciem wgryzła się w miąższ, usta wypełniła słodka, biała piana całe lato, ciepłe deszcze i ziemia. Odmian jabłek Helena nie znała zbyt dobrze, podobnie jak fizyki i właśnie to była jej największa zmora! Bo Helena Niewiadomska, uczennica ósmej klasy z Warszawy, już drugi rok podkochiwała się w nauczycielu fizyki. Niebo zwęziło się dla niej do szkolnej ławki, a prawa fizyki i materii trudno było wpisać w margines zeszytu. Ojciec wyczuwał wszystko niejadła, apatia. Opowiedziała mu zresztą w zeszłym roku. Całą noc płakała na jego kolanach jak mała dziewczynka. Mama odpoczywała wtedy w sanatorium, a starsza o dwanaście lat siostra studiowała w Poznaniu.

Na działce ojciec był szczęśliwy, cały czas nucił melodie, bardzo muzykalnie w domu nie. Tam pierwsze skrzypce grała mama i siostra, gdy przyjeżdżała. Mama piękność dyrektor biblioteki wojskowej, wysoka, wyniosła i pełna temperamentu. Włosy rude, kręcone, farbowane henną. Raz na dwa miesiące wychodziła z łazienki w wielkim turbanie na głowie, pachniała ziołami i deszczem. Jej uroda przyciągała wzrok wszystkich dookoła. Ojciec był od niej niższy, starszy o prawie dziesięć lat, niepozorny. Tak mówiła mama Helenka się wtedy obraziła.
Staszek jest u nas niepozorny. Ale mężczyzna nie musi być piękny.
Niepozorny na tle maminej ognistej fryzury, głośnych gestów, tłuczenia talerzy i nieokiełznanego charakteru. Mama ceniła wygodę i porządek, a musiała godzić się z żołnierzykami taty tak ich nazywał którzy czasem spali na podłodze w przechodnim pokoju ich dwupokojowego mieszkania. Za czasów służby wojskowej ojca często bywali, ktoś na chwilę, ktoś na dłużej. Po wielkiej restrukturyzacji wojska w latach sześćdziesiątych, został zwolniony jako major i zatrudnił się jako główny mechanik na poczcie. Właśnie ci żołnierzyki budowali potem ojcu działkę. Pracowali za darmo, zmieniali się przy przekopywaniu grządek. Mały domek z werandą, na której latem Helena lubiła czytać. Ojciec podawał jej tam miskę z agrestem, czereśniami albo truskawkami. Najlepszy czas i szczęście. Mama nie lubiła działki, przyjeżdżała rzadko, dbała o ręce. Piękne, zadbane, z dużymi paznokciami. Helena je podziwiała, a ojciec je całował.
Takimi dłońmi tylko książki wydawać, a nie grządki przekopywać śmiał się i puszczał oko do córki.

***
Pierwsze krople wrześniowego deszczu zadźwięczały na dachu werandy. Wesoło, energicznie, bez jesiennej melancholii. Helena odłożyła książkę.
Helu, schodź, mama zaraz przyjedzie z Teresą, trzeba zrobić obiad cichy, miękki głos ojca na działce brzmiał nienaturalnie donośnie.
Ale Helena zwlekała, patrzyła w napęczniałe, szare, lecz nie groźne niebo. Twarz zmoczył deszcz. Objęła się ramionami dla ciepła. Tylko na dachu bliżej nieba, dalej od ziemi mogła widzieć promienie słońca przebijające chmury nad sąsiednimi działkami. Z fizyką i jej regułami schowanych w zeszytach, Helenie bliżej było do filozofii inne reguły w akademiku.

Helenę szybko ulokowano w akademiku, ale pierwszy tydzień września mieszkała na stancji z właścicielką studentki zajmowały resztę pokoi. Na zajęciach głębokie zanurzenie w literaturę, język polski. Wykładowcy, w których cała grupa się podkochiwała charyzma i intelekt aż promieniowały. A po zajęciach rozdzierająca tęsknota za domem, znajomych brak.
Jadła w stołówce i godzinami błąkała się po ulicach. Piękno wielkiego miasta było jej obce stawała się przez to zimna i samotna. Tak samotna, jakby nie ona schodziła stromą ulicą przy Politechnice, nie ona wracała do nowego domu, nie ona słuchała szczekania psów, nie ona zdarła skórę na nowych, lakierowanych, ciasnych pantoflach.

W kuchni pachniało tatowymi jabłkami, które podarował gospodyni w podzięce. Od tej słodkiej, lekko stęchłej woni łzy same napływały do oczu, serce rozrywało się w klatce.
Kiedy zamieszkała w akademiku, okazało się, że jej współlokatorkami są studentki z NRD Viola, Magda i Marion. Wieczorem od niemieckiego bolała ją głowa, wychodziła na schody zapalić. Niemki zawsze biegały za Heleną po papierosy i oddawały później pieniądze nasze się tylko dziwiły. Niemki zaś porywały się na mamine ogórki małosolne, zwłaszcza pomidory, jadły je z pieczonymi ziemniakami. Jak się kończyły polskie zapasy, wyciągały swoje szynki wtedy bez gościnności. Pod koniec maja kończyły staż, wyjeżdżały, a pod kuchennym koszem zostawały sterty zimowych butów, kupowanych na polskie zimy. Niemieckie buty! Nasze rozchwytywały potajemnie

***
Helenko, posiekaj kapustę, ja dokopię marchew, bulion już się gotuje.
Na maleńkiej kuchni szyby były zaparowane od długo gotującego się bulionu. Wielka głowa kapusty leżała ażurowa na desce. Helena oderwała jeden liść, rozkoszny smak ziemia zawsze smakuje najlepiej. Zaczęła wesoło siekać, posłodziła wszystko zapachem. Otworzyła okno przyjęła zapach gnijących liści, ognia i jabłek. Ojca widziała tylko z tyłu, łopata ciężko wchodziła w ziemię Helena wiedziała, że bolą go plecy. Rzuciła nóż, wybiegła do ogrodu, objęła ojca od tyłu przytuliła. Przekręcił się, objął ją, pocałował w czubek głowy.
A Teresa, siostra, tego wieczora przyjechała sama mamy rozbolała głowa, została w domu.

***
Za Helą studia, szybkie małżeństwo, pierwsza praca w dziale kultury gazety Nowator przy fabryce lotniczej, pierwszy zawał taty, narodziny córki i nawet rozwód. W pięć lat wydarzyło się bardzo wiele. Mąż Heleny odszedł do innej kobiety, a ona została z dwuletnią Marysią na wynajmowanym mieszkaniu. Ojciec starał się przyjeżdżać co dwa tygodnie, zawsze w weekendy, przywoził zakupy, bawił się z wnuczką.
Helu, nie miej za złe mamie, że rzadko przyjeżdża, jak ja. Źle znosi podróż Wiesz, chyba ma kogoś
Tato, daj spokój! W waszym wieku?
Tata roześmiał się gorzko. Zamilkł. Helena nagle zobaczyła, że jest zupełnie siwy i jakby przygasł. Nawet przestał podśpiewywać.
Tato, a może wezmę urlop od poniedziałku? Pojechalibyśmy na działkę, póki jeszcze ciepło, we trzy z Marysią?

***
Na działce liście przykrywały wszystko ostatni ciepły tydzień października i babie lato. Rozpalili piecyk, parzyli herbatę z liści czarnej porzeczki. Helena na szybko smażyła placki ziemniaczane. Ojciec grabił liście, Marysia pomagała, ale zaraz sama zaczynała je rozrzucać i śmiać się w głos. Olej szeleścił i strzelał. Z głębi ogrodu niesie się nucona melodia przez tatę.
Wieczorem rozpalili ognisko. Ulica była pusta, sąsiednie działki też. Ojciec nawlekał grube kostki chleba na patyczki z wiśni, pomagał wnuczce trzymać nad ogniem. Helena ogrzewała dłonie przy ogniu ogień zawsze ją hipnotyzował.

Przypomniała sobie pierwszy obóz studencki w Bieszczadach, piosenki przy gitarze, zawrót głowy od zakochania się w samej gwieździstej nocy bez konkretnego obiektu. Inna jakość ciszy, inne twarze w blasku ognia niż za dnia każda z własną tajemnicą i głębią. Tam poznała przyszłego męża. A tydzień temu kazali jej przyjść na partyjne zebranie rozważali jej kandydaturę do wstąpienia do partii. Wieczorem wkuwała statut PZPR. Padały pytania, kto zawinił w sprawie rozwodu i czy nie jest moralnie chwiejna. Helena się jąkała, prawie płakała. W końcu kolega się za nią wstawił zawołał:
To spotkanie chamów, a nie komunistów!
Po latach będzie się temu dziwić…

Kiedy zapadł zmrok, ognisko zgasili. Pod furtką zatrzymał się samochód. Głośno trzasnęły drzwi. Mama! Elegancka, w krzykliwym płaszczu, przyjechała z kolegą z pracy. Marysia rzuciła się jej na szyję, ojciec posmutniał i z zakłopotaniem pocałował mamę.
Kim jest ten kolega?
Staszek, daj spokój. Zwyczajnie mnie podwiózł. Nawet go nie znasz…
Przy kolacji rozmowa nie kleiła się, Marysia zaczęła marudzić. Mama dopytywała Helenę o pracę, ale myślała o swoim. Ojciec milczał, wzrok wbijał w mamę, coraz niżej kładł ramiona. Wieczór był zepsuty

***
Po roku ojca zabrakło. Rozległy zawał zgasł w dwa dni na początku ciepłego, słonecznego października. Po pogrzebie Helena wzięła wolne, aby na chwilę zamieszkać na działce. Marysię oddała teściowej.
Nic nie szło jak trzeba. Jabłek obrodziło jak nigdy. Helena rozdawała wiadrami sąsiadom, gotowała dziesiątkami słoików dżem jabłkowy z miętą i cynamonem, tak jak tata lubił. Pomóc przyjechał przyjaciel ojca, pan Edward, z którym regularnie jeździli po sadzonki do szkółki pod Grójcem.
Zostanę parę dni, Helenko, przekopię ogród, poprzycinam drzewa, jeśli pozwolisz.
Panie Edwardzie, no co pan dziękuję!
Przy Helenko z ust pana Edwarda łzy napłynęły do oczu, a właśnie wtedy poczuła okrutne, duszące uczucie nieodwracalności, sieroty, bezradności. Wcześniej czekała, że tata wróci że wszystko to zły sen. W pierwszych dniach, gdy go zabrakło, w porannym półśnie nie mogła zrozumieć, dlaczego jest tak źle. Cząstki sekundy, pełne rozbudzenie i fala myśli ojca nie ma.
Potem nachodziło poczucie winy, że nie umiała go zatrzymać.

Działki nie sprzedawajcie, jeszcze będę przyjeżdżał, pomogę. Wiesz, Heleno, tę antonówkę wybieraliśmy razem, byłaś wtedy dziewczynką. W drodze do Grójca Staszek więcej mówił o tobie niż siostrze. Byłaś mała, zabawna. Zawsze powtarzał, że drzewa go przeżyją. Sadzonki długo oglądał, ja go poganiałem
Edward został trzy dni, przekopał ogród, obciął jabłonie, rozrzucił nawozy, a przed gankiem wsadził trzy krzaki żółtych chryzantem za zgodą Heleny.
Można było wcześniej sadzić, ale jesień ciepła, przetrwają! Na pamiątkę po Staszku Róże jeszcze trzeba osłonić, liście wygrabić, ale to już następnym razem.
Przy pożegnaniu się przytulili. Zaczęło kropić. Helena długo stała przy furtce, patrząc za odchodzącym Edwardem. Ten poczuł jej spojrzenie, odwrócił się, pomachał, że już czas do domu. Deszcz przybrał na sile, uderzał w dach z uporczywością i narastającym smutkiem. Wiatr zatrzasnął furtkę z cierpkim sykiem. Próg obsypały żółte płatki chryzantem. Wszystko tu należało do taty i zawsze będzie jego deszcz, drzewa, zapachy jesieni, sama ziemia. Znaczy, gdzieś jest w pobliżu i będzie. A Helena nauczy się wszystkiego. Zawsze będzie tu przyjeżdżała z Marysią przed przymrozkami z Warszawy to tylko dwie godziny autobusem. A wiosną, jak tylko roztopi się śnieg, może uda się założyć ogrzewanie. Trzeba zacząć odkładać pieniądze, grosz do grosza. Wiosną na pewno pojedzie do szkółki z Edwardem, wybierze białą porzeczkę, tata zawsze o niej marzył

***
Pół roku później, na początku kwietnia, kiedy wciąż leżał pierwszy śnieg, działka została sprzedana. Helena dowiedziała się o tym przypadkiem, dzwoniąc do domu z poczty telefonicznej podczas powrotu ze szkółki pod Grójcem. W ciasnej budce telefonicznej, na podłodze w reklamówce, w starej dziecięcej koszulce owinięty wilgotnymi korzeniami, stał krzaczek białej porzeczki.

Czasem to, co przed nami najważniejsze, niespodziewanie znika. Ale nawet jeśli tracimy coś bliskiego, zostają wspomnienia, zwyczaje, zapachy, które możemy pielęgnować dalej i przekazać, żeby bliscy i nowe pokolenia też odnaleźli w nich źródło siły. Najważniejsze jest pamiętać, że szczęście buduje się każdego dnia, nawet z tego, co ulotne.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

3 × jeden =

Tata i nasza działka – Historia nagłej sprzedaży rodzinnej działki opowiedziana oczami Olgi Sokołows…