Tak bardzo krzyczałam i płakałam, że zabrano mnie na oddział psychiatryczny. Nic jednak nie dzieje się bez przyczyny i to był początek czegoś dobrego

Tak bardzo krzyczałam i płakałam, że zabrano mnie na oddział psychiatryczny. Nic jednak nie dzieje się bez przyczyny i to był początek czegoś dobrego

W mojej rodzinie wszystko zmierzało do jakiejś tragedii. Mój mąż od początku nalegał na posiadanie dzieci i to jeszcze na długo przed ślubem, ale jakoś udało mi się go przekonać do tego, abyśmy po prostu poczekali. Tłumaczyłam mu, że to zbyt wczesny wiek na posiadanie swoich pociech. Potem, już gdy byliśmy w małżeństwie tłumaczyłam mu, że to także za wcześnie, bo przecież sami nic nie mieliśmy, więc co mogliśmy dać dziecku?

Nie mieliśmy własnego domu, samochodu, normalnej pensji. Wydawało mi się, że zrozumiał, o co mi chodzi i że nie będzie już nalegał. Naprawdę, mamy jdopiero  po 30 lat, więc z czym się spieszył? Okazało się jednak, że takie moje podejście uraziło mojego męża i po prostu się na mnie obraził, o czym jednak nie spieszył się mi powiedzieć. Jednocześnie w głowie ciągle tworzył jakieś straszne historie o tym, że skoro pewnie nie chcę mieć z nim od razu dzieci, to na pewno go nie kocham i go zostawię. Ja wcale tak nie myślałam, a on, gdy tylko była między nami jakaś sprzeczka, to potrafił żartobliwie przypominać o tym, że przecież możemy się rozwieść. Próbowałam jakoś go zrozumieć, ale naprawdę było mi ciężko.

Mój syn zaskoczył mnie wiadomością, że jego dziewczyna jest w ciąży, a ja nie chcę zostać babcią w wieku 45 lat!

Przez kilka lat małżeństwa już trochę zaoszczędziliśmy. W końcu mogliśmy wziąć mieszkanie na kredyt hipoteczny i zastanowić się nad dzieckiem. Niestety, życie miało dla mnie zupełnie inny plan i los sprawił, że moi rodzice zginęli w wypadku samochodowym. Przez długi czas nie mogłem dojść do siebie i miałem nadzieję, że mój mąż okaże się dla mnie wsparciem w tak trudnym dla mnie okresie, ale niestety, on wciąż myślał tylko o sobie. Powtarzał, że skoro kupujemy mieszkanie, to musimy zacząć pracować nad powiększeniem rodziny.

Jaka wtedy była awantura! Krzyczałam i płakałam tak bardzo, że mój mąż nawet wezwał karetkę pogotowia. Nie mógł zrozumieć, że ledwo co straciłam rodziców i nie mam ochoty starać się o dziecko, ale kiedy mu o tym powiedziałam, nie potrafił wyciągnąć odpowiednich wniosków.

Trafiłam wtedy do szpitala na oddział psychiatryczny i rozmawiałam z psychologiem. Wcześniej nie szukałam takiej pomocy, ponieważ mój mąż uważał, że do takich specjalistów chodzą tylko sami wariaci. Wtedy jednak, gdy porozmawiałam z psychologiem zdałam sobie sprawę, że ja wcale nie chcę mieć dziecka z mężem, a po prostu od niego uciec.

Trauma związana z bycia w tym związku była widoczna na kilometr dla wszystkich, tylko nie dla mnie. Mężczyzna stłumił wszelkie moje pragnienia rozwoju i hamował wszelkie moje pomysły. Jeśli i tak próbowałam zrobić coś po swojemu, to albo mnie wyśmiewał albo mówił, że jak go będę denerwować, to przecież teraz rozwody są szybkie.

Od tamtego dnia minęło aż pięć lat. Udało mi się uwolnić od tego złego człowieka. Jednak świat wtedy się dla mnie nie skończył i dało mi się zacząć rozwijać swoje pasje, ale też poznałam fajnego faceta. Teraz jesteśmy w związku i mamy nawet razem syna.

Jednak nic nie dzieje się bez przyczyny.

 

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

8 − 6 =

Tak bardzo krzyczałam i płakałam, że zabrano mnie na oddział psychiatryczny. Nic jednak nie dzieje się bez przyczyny i to był początek czegoś dobrego