Mam już ponad 50 lat. Przez całe życie myślałam, że opowieści o teściowych to tylko dziwna fikcja, ale w ostatni weekend zdałam sobie sprawę, że tak nie jest. Mój syn niedługo wychodzi za mąż, widziałam pannę młodą kilka razy, ale nigdy nie odbyłam z nią właściwej rozmowy.
Ostatni weekend postanowiliśmy spędzić na wsi i lepiej poznać narzeczoną naszego syna. Przed przyjazdem dzieci przygotowywałam różne potrawy, a kiedy przyjechał mój syn i przyszła synowa, zabrałam się za nakrywanie do stołu. Poprosiłam przyszłą synową o pomoc w kuchni, ale nie zareagowała. Na początku pomyślałam, że może mnie nie zrozumiała, wszystko się dzieje tak szybko. Po obiedzie przyszła synowa i syn poszli odpocząć, a my z mężem umyliśmy naczynia.
Po odpoczynku syn i przyszła synowa poszli na spacer nad rzekę, a następnie wrócili do stołu na kolację. Poprosiłam dziewczynę mojego syna, aby pokroiła ser na stół, ale odpowiedź mnie zaskoczyła. Dziewczyna stwierdziła, że podczas wizyty w gościach nic nie robi, bo gospodyni wie lepiej.
Bardzo mnie zaskoczyła taka odpowiedź. Przez cały weekend nawet nie próbowała mi pomóc. Wieczorem, gdy mąż z synem zaczęli robić grilla, przyszła synowa stała obok i słodko rozmawiała, a ja ponownie nakrywałam do stołu. Syn zauważył, że jestem w złym humorze, więc rzucił mi wyzwanie, żebym wieczorem umyła naczynia. Przyszła synowa nawet nie zaproponowała mi pomocy.
Następnego dnia narzeczeni spali do południa. Potem powoli zaczęli przygotowywać się do wyjazdu, bo oboje musieli iść następnego dnia do pracy. Nawet łóżka po sobie nie pościelili. To zachowanie jest dla mnie dziwne. Nie wiem jak zbudować relację z przyszłą synową, bo ślub już na horyzoncie.

