– Widziałam już tę Waszą, pożal się Boże, “synową” – zaczepiła mnie jakaś staruszka – Ja to mam taką cudowną synową, naprawdę, mogłabyś mi pozazdrościć!
To prawda, ja nie mam takiej kandydatki na synową, bo mój syn wybrał sobie sierotę. Byli ze sobą już długi czas, a później, kiedy ona zaszła w ciążę, postanowili się pobrać. Wszyscy z mojego otoczenia mówili, że syn gorszej kobiety nie mógł sobie wybrać. Mówili, że jej matka się prostytuuje, a do tego jest pijaczką, a poza tym to wychowywała się bez ojca, więc w ogóle nie ma żadnych dobrych wzorców. Nie słuchałam tego. Znajomi i bliscy powtarzali, żebym dała jej pieniądze na aborcję i pozbyła się problemu z głowy, ale ja nie chciałam tak robić. Zapytałam tylko syna o to, czy jest pewien, że to jego dziecko, a on powiedział, że tak. Dodał jeszcze, że ją kocha, więc cóż miałam zrobić? Przecież nie mogłam zabronić mu z nią być.
Pewnego razu powiedział jednak coś, co mnie zmartwiło:
– Poszliśmy do babci Justyny i zapytaliśmy, co dale robić? Ona powiedziała, że nie wie, bo nie ma ani grosza i nie może nam pomóc. Wtedy rozpłakaliśmy się, bo przecież my też nie mamy ani grosza.
Jeśli chodzi o mnie, także nie byłam w jakiejś dobrej sytuacji finansowej i nie wiedziałam, jak mogę im w takim położeniu pomóc. Potem jednak starsza córka wróciła do domu i powiedziała:
– Mamo, nie zamartwiaj się. Mamy prosiaka, więc go zabijemy, dzięki czemu mięso na wesele już będzie, a wódkę czy bimber zrobimy sami, przecież to nie takie trudne. Pożyczymy jeszcze od kogoś trochę pieniędzy i damy radę, będzie porządne wesele! Takie, że ludziom ze wsi kopara opadnie!
Po tym, jak córka to powiedziała, zrobiło mi się jakoś lżej na sercu. We wrześniu odbyło się wesele, a potem urodziła się moja wnuczka. Była tak podobna do naszego syna! To dziecko było cudem, darem od Boga i od teraz nie wyobrażam sobie życia bez mojej wnuczki! Teraz ma pięć lat.
Synowa potem urodziła wnuka, między obojgiem dziećmi jest rok różnicy. Bardzo się cieszę, że mam taką synową, jest dla mnie jak córka. Oczywiście początki były trudne, ale było warto przebrnąć przez najgorsze. Na początku nie miała nawet żadnych ubrań, tylko jedną sukienkę, jedne spodnie i koszulkę. Na szczęście zaczęliśmy produkować sery, dzięki czemu mogliśmy jej kupić trochę ubrań.
Mojej synowej zawdzięczam też życie, bo gdy dostałam udaru, a akurat nikogo prócz niej nie było w domu, to ona udzieliła mi pierwszej pomocy i wezwała karetkę. Dzięki niej wciąż żyję i mogę cieszyć się wnukami!



