Waldemar spieszył się na uroczystość. Dziś miało odbyć się spotkanie z przyszłymi teściami. Roman poinformował, dokąd jechać, ale mężczyzna nie znał dobrze drugiej części miasta. Dlatego wyszedł wcześniej, żeby się nie spóźnić. Autobus utknął w korku, co spowodowało długie oczekiwanie. Waldemar dotarł do celu dopiero po trzech godzinach. W restauracji przy stole siedział tylko Roman. Powiedział, że rodzice Weroniki są bardzo zajętymi ludźmi, więc nie musieli długo czekać. Już godzina minęła. Waldemar obawiał się, że przyciągnął przyszłych teściów na nieudane spotkanie. Czas mijał, syn nie wspominał już o kolejnym spotkaniu, a ojciec nie chciał sam pytać.
Pewnego wiosennego weekendu spacerował po parku. Szła na spotkanie z nim była sąsiadka. To był cudowny człowiek. Zawsze wiedziała wszystko i o wszystkich. Skąd czerpała informacje, nikt nie wiedział. Jednak gdybyś ją zapytał o znajomych, to podałaby ci wszystkie wiadomości. Olga pierwsza zwróciła się do Waldemara. Okazało się, że jego syn Roman ma dziś ślub, a on sam tu jest. W Urzędzie Stanu Cywilnego zbierają się o trzeciej, a w restauracji o piątej. Dlaczego dotąd o tym nie wiedział? Waldemar nie pokazał po sobie, że to dla niego nowość. Pożegnał się z byłą sąsiadką i powoli poszedł do domu. W domu założył swój najlepszy garnitur, wziął kopertę z pieniędzmi, którą od dawna przygotowywał na ślub jedynego syna. W końcu od dawna jego żony nie było już na tym świecie, więc musiał sam o wszystko zadbać. Do restauracji dotarł o ósmej wieczorem. Uroczystość była w pełnym rozkwicie. Waldemar podszedł do mikrofonu i poprosił o chwilę uwagi. Roman patrzył na ojca, cały czerwony jak burak. Weronika trzymała go za rękę i szeptała coś do ucha. Słowa ojca brzmiały następująco: „Gratuluję Wam, synu i Tobie, Weroniko, tego wspaniałego dnia. Od dzisiaj Wasze życie się zmienia.
Teraz będziecie razem przechodzić przez życie, trzymając się za ręce. Życzę Wam długich, wspólnych lat, abyście pokonali wszelkie trudności i cieszyli się bliskością. Kiedy Wasze dzieci dorosną, życzę Wam, abyście nigdy nie zapomnieli tego, co macie, i cieszyli się każdą chwilą spędzoną razem, bo czas, który spędzamy razem, jest ograniczony i kiedyś się skończy.” Po policzku ojca spłynęła łza. Waldemar wręczył młodej parze prezent i odszedł. Weronika pociągnęła Romana za sobą, w kierunku, którym poszedł jego ojciec. Spieszono się, bo Waldemar miał zamiar złapać autobus. Potem weszli z powrotem we trójkę. Czas płynął. Przy szpitalu teściowie głośno dyskutowali o imieniu wnuka, który właśnie się narodził.
