Jadwiga Kowalska czarowała przy kuchni przez cały dzień. Do Wigilii pozostał jeszcze jeden dzień, a ona była już prawie gotowa. Jutro, kiedy przyjadą Adam i z żoną Sabiną, będą mieli czas, aby usiąść spokojnie, nie robić zamieszania, a święta odbędą się na najwyższym poziomie. Telefon Adama był jak kubeł zimnej wody.
– Mamo, przepraszam, ale zmieniliśmy zdanie. Chcemy spędzić pierwszą Wigilię w domu.
Po zakończeniu wszystkiego Jadwiga Kowalska zastanawiała się, co teraz zrobić z tym jedzeniem? Sama nie może zjeść tyle w ciągu tygodnia. Może wrzucić do zamrażarki? Ale jej nastrój był tak zepsuty, że zostawiając to tak, jak jest, położyła się i leżała w łóżku, dopóki nie zasnęła.
Rano nastrój się nie poprawił. Siedziała bezmyślnie do południa. Niespodziewany telefon sprawił, że się wzdrygnęła.
– Mamo, dlaczego siedzisz sama podczas świąt? Przyjdź do nas.
I zainspirowana pomysłem Jadwiga Kowalska zaczęła się ogarniać. Doprowadziła się do porządku, a potem włożyła wszystko przygotowane do pudełek. Taksówka przyjechała dokładnie na czas, co Jadwiga Kowalska uznała za dobry znak. Kierowca okazał się bardzo uprzejmym mężczyzną. Widząc ją z torbami, rzucił się na pomoc. Podczas układania bagaży kierowca zauważył:
– Och, jak pysznie pachnie! Szczęście dla tych, których karmisz.
– Tak, miałam więcej szczęścia, inaczej musiałabym sama świętować ten dzień.
Z powodu wigilijnego zgiełku musiałam długo stać w korkach. Jadwiga Kowalska nie przejechała jeszcze połowy drogi, kiedy Adam zadzwonił ponownie:
– Mamo, jest taka sprawa… Przykro mi, ale teściowa nas zaprosiła… Nie możemy odmówić. Bez obrazy, dobrze? Do zobaczenia jutro. Do widzenia!
I już po raz drugi Jadwiga Kowalska znów poczuła się niepotrzebna nikomu. Czy można tak robić matce? Ledwo powstrzymując łzę, poprosiła kierowcę, aby odwrócił się i pojechał do domu.
– Co się stało?
– Kazali mi nie przyjeżdżać. Również tych pyszności… Zostawię Ci wszystko. Nie chcę ich ciągnąć z powrotem.
– Jak to? A święta? Nie denerwuj się tak. W domu zawsze jest lepiej.
– Czy dom to tylko ściany? Dom to bliscy ludzie w pobliżu.
– Tak jest. Oto jestem sam. Dzieci pobrały się i rozeszły się, a po śmierci żony nie mam nawet nikogo, kto mógłby nakryć świąteczny stół. Zamilkł trochę i dodał:
– a może od razu Cię do siebie zabiorę? Razem spędzimy ten czas. Potem wyjdziemy na spacer na plac – mieszkam blisko centrum.
– Zgadzam się! – Jadwiga Kowalska zgodziła się.
I pomyślała sobie, że nie bez powodu widziała dobry znak w punktualności kierowcy.
