Zawsze zadziwiały mnie historie, kiedy ojciec i syn nie potrafili znaleźć wspólnego języka. Uważałam to za niedopuszczalne. W końcu nastrój rodziny zależy od kobiety. Moja opinia zmieniła się, gdy sama znalazłam się w podobnej sytuacji. Marek zawsze dobrze się uczył, nauczyciele nigdy nie narzekali, był posłuszny. Jednak wszystko się zmieniło, gdy miał czternaście lat. Jak zupełnie inna osoba, nie można było go rozpoznać. Był zły na każdy drobiazg, w nauce się pogorszył. Teraz w dzienniku zamiast pochwał pisywano długie uwagi. W domu panowała napięta sytuacja. Marek nieustannie kłócił się z ojcem. Ja mogłam jakoś to ogarnąć, ale mój mąż nie jest taki.
Za każdym razem traktował go jak policjant. Próbowałam uspokoić męża, chciałam mu przekazać, że mój syn teraz przechodzi przez trudny okres, ale nie słuchał. Mówił, że on taki nie był. Ale teraz czasy się zmieniły. Kiedyś było inaczej. Ludzie byli spokojniejsi, a dzieci znacznie bardziej posłuszne. Nigdy nie byłam niegrzeczna wobec rodziców. Ale teraz dzieci zaczynają dorastać wcześniej, a umysł nie nadąża za ciałem. W związku z tym stają się oporni i nieprzychylni. Kłótnie były stałą częścią naszego dnia. Syn i ojciec zupełnie się nie rozumieli, a ja jestem rozdarta między nimi. Po chwili Marek oświadczył, że wprowadza się do moich rodziców.
Powiedział, że nie chce już brać udziału w kłótniach. To oświadczenie jeszcze bardziej rozzłościło mężczyznę. Uważa, że dziecko powinno być z nami. Domagał się natychmiastowego powrotu do domu. Poprosiłam go, aby poczekał, aż Marek się uspokoi i wróci. Co więcej, Marek jest teraz w bezpiecznym miejscu. Mężczyzna obstaje przy swoim stanowisku. Twierdzi, że nie wpuści syna do domu, jeśli ten wkrótce nie wróci. Czy dorosły mężczyzna nie może ustąpić dziecku? Jak można być tak asertywnym w okresie, gdy własne postępowanie może przyczynić się do rozpadu rodziny? Mam tego dość. Dwóch upartych ludzi, którzy nie potrafią osiągnąć kompromisu.
Co mam zrobić? Jak poradzilibyście sobie z taką sytuacją?
