W wielu przypadkach, rodzice genetyczni chcieli być obecni przy narodzinach i wziąć noworodki w swoje ramiona. Wszystko wydawało się w porządku, do pewnego momentu.
Łukasz i Sandra starannie wybrali agencję do procedur in vitro, a później znaleźli kobietę, która zgodziła się na zajście w ciążę i urodzenie dla pary dziecka. Oliwia była wspierana przez nich cały czas, niczego nie potrzebowała, zawsze mogła na nich liczyć.
Poród był zaplanowany na cesarskie cięcie, ponieważ bliźnięta były w niewłaściwej pozycji. Operacja zakończyła się sukcesem, a na świat przyszły dwie zdrowe dziewczynki. Lekarz wyszedł z sali, aby poinformować o tym małżeństwo, ale ku jego zaskoczeniu, biologiczni rodzice zniknęli.
Szpital nie mógł się z nimi skontaktować. Łukasz pojawił się dopiero następnego dnia, będąc w pośpiechu, jakby miał ważniejsze sprawy na głowie. Ale co mogło być ważniejszego od nowonarodzonych bliźniaczek, które do niego należały? Po rozmowie mężczyzna odszedł, nie okazując zainteresowania zdrowiem swoich dzieci.
Kiedy Oliwia się o tym dowiedziała, była załamana. Co miała teraz zrobić? Jeszcze nie podpisywała dokumentów o zrzeczenie się praw do maluchów, ale skoro para ich już nie chciała, co by się z nimi stało? Takie maleństwa nie mogły trafić domu dziecka! Mimo wszystko, kobieta zdecydowała się zatrzymać bliźniaczki i się nimi zająć. Od początku ciąży w sumie uważała je za swoje dzieci i ciężko było jej się z nimi pożegnać.
Wiedziała, że bycie samotną matką nie będzie należało do najłatwiejszych, ale postanowiła spróbować. Mimo, że jej sytuacja finansowa nie była najlepsza, wciąż miała przy sobie ludzi, którzy wspierali ją na każdym kroku. Zawsze chciała być matką, ale ciężko było jej znaleźć odpowiedniego partnera, a jej zegar biologiczny tykał. Bóg najwidoczniej chciał, aby tak się stało.

