Starsza pani wracała ze sklepu do domu, miała ciężkie torby. Dlaczego spakowała tak dużo? Lepiej pójść dwa razy, miała blisko.
– Och, głupia ja, zapomniałam o chlebie, muszę znowu chodzić – mruknęła, zatrzymując się po kilku krokach.
– Miau. Miau. Miau – usłyszała w krzakach.
– Koty są wszędzie wokół mnie, czasem nie mogę przejść. Dlaczego ludzie chcą je wyrzucać na ulicę? Jest tam wiele psów, to jest niebezpieczne.
Pani Zofia nie przestawała marudzić.
Poszła na górę do swojego mieszkania, rozpakowała torby, odpoczęła trochę, po czym z westchnieniem podeszła do drzwi wejściowych. Otwierając je, krzyknęła z przerażenia. Coś małego i jasnoszarego szybko przemknęło między jej nogami i schowało się pod kanapą.
– Jezu, co to jest? – Przerażona staruszka zadzwoniła do drzwi na przeciwko.
– O co chodzi moja droga? Czy coś się stało? – Sąsiadka wyszła na zewnątrz.
Starsza kobieta uścisnęła jej ręce i opowiedziała całe zdarzenie.
– Boję się, co to jest? To jest przerażające.
– Zobaczymy, czy coś tam jest, czy może Ci się wydawało.
Sąsiadka uspokoiła ją i zajrzała pod kanapę.
– Tak Zosiu, ta bestia jest naprawdę straszna, a co najważniejsze, bardzo niebezpieczna.
– Naprawdę? – kobieta krzyknęła.
– Nie dla nas, dla myszy – zaśmiała się znajoma.
– Tam jest kotek, mały i brudny. Wszedł głęboko, nie można do niego dotrzeć. Zwabimy go mlekiem lub kiełbasą, musi być głodny.
Tak właśnie kotek został u starszej pani Zosi, nadała mu imię Kuza. Trzy lata później, z małego kociaka zmienił się w szanowanego kota domowego. Mieszkali razem. Stara kobieta dużo z nim rozmawiała, a Kuza słuchał jej z uwagą. Uwielbiał swoją panią, łasił się i mruczał do niej.
Czasami wychodził na balkon, obserwując przejeżdżające samochody i ludzi chodzących po chodniku. Denerwowały go bezczelne wróble, które zawsze przelatywały w małych stadkach z gałęzi na gałąź sąsiedniego drzewa. Starsza pani bała się, żeby coś nie zbroił i zabierała kota do pokoju.
Pewnego dnia wyszła na balkon, żeby rozwiesić pranie. Kuza zakradł się, usiadł na stołku i uważnie się rozejrzał. Jego uwagę przykuł jeden wróbel, który siedział na parapecie i głośno ćwierkał. Kot schylił się, spłaszczył uszy i skoczył. Wróbel zdążył odlecieć, a kociak z dzikim wrzaskiem przeleciał przez barierkę i upadł na chodnik u stóp przechodzącej kobiety, która krzyknęła i odskoczyła do tyłu.
Kuza podskoczył z przerażenia i rzucił się na jezdnię. Kierowca nie zdążył zahamować i uderzył w niego zderzakiem. Zwierzę zostało wyrzucone gdzieś na bok, przechodnie otoczyli kota. Chłopak zatrzymał samochód, wyskoczył z niego i pobiegł w stronę tłumu. W tym momencie u jego stóp upadła jakaś mokra ścierka. Podniósł głowę i rozejrzał się po balkonach i oknach domu.
Wyglądało na to, że ktoś siedzi na pierwszym piętrze, jakaś starsza kobieta, zauważył rozwieszone pranie.
Kierowca krzyknął.
– Czy to pani kot wypadł z balkonu?.
Nagle mężczyzna zauważył mdlejącą staruszkę, pobiegł na górę i wezwał karetkę.
Kiedy wynoszono kobietę, wciąż pytała:
– Czy Kuza żyje? Gdzie on jest?
W całym tym zamieszaniu nikt nie pamiętał o kocie. Po pewnej chwili, chłopak wsiadł do samochodu, odjechał na pobocze i zaczął dokładnie sprawdzać wszystkie krzaki w pobliżu domu. Zobaczył Kuzę leżącego z zamkniętymi oczami. Ostrożnie podniósł go i zabrał do najbliższej kliniki weterynaryjnej.
– Uderzenie jest poważne, wiele złamań. Nie wiem, czy uda mu się wyjść z tego – podsumował lekarz.
– Doktorze, proszę się postarać – prosił kierowca.
– Ile lat ma kot? – Zapytał lekarz.
– Nie wiem, przejechałem go, wyskoczył nagle na drogę.
– Moja mama mieszkała w innym mieście, miała kota piętnaście lat, który zmarł ze starości. Moja matka bardzo się przejęła i po miesiącu odeszła za nim. Nie mogła znieść jego śmierci, a mnie tam nie było, nikogo nie było – powiedział chłopak ocierając łzy.
– Widziałem starszą kobietę. Jej oczy wypełniły się przerażeniem, a potem zasłabła, przypomniałem sobie moją matkę.
Kierowca kontynuował swoją opowieść.
– Ten kot musi być dla niej jak dziecko. Jeśli on nie będzie żył, staruszka nie będzie miała zbyt wielu szans. Tak więc nie tylko zdrowie kota jest w pana rękach doktorze, ale także zdrowie babci. Proszę się nie martwić o pieniądze, ja za wszystko zapłacę.
– Spróbujmy – westchnął lekarz.
Dwa tygodnie później kociak zaczął wracać do zdrowia. Mężczyzna go zabrał, włożył do rozpiętej kurtki i poszedł do domu starszej pani. Długo dzwonił i pukał do drzwi, nikt nie odpowiedział. Sąsiadka zwróciła uwagę na hałas.
– Kogo pan szuka? – Zapytała.
– Przyprowadziłem kota – kierowca odpowiedział i rozpiął kurtkę.
– Och, Kuza – wybełkotała kobieta.
– Myśleliśmy, że on nie żyje, a Zofia jest w szpitalu, jest bardzo załamana, nie ma nikogo poza nim. Zostaw kota u mnie, ja się nim zajmę.
– Zapiszę adres, odwiedzę ją i pokażę jej kota – powiedział chłopak.
– Do szpitala nie zezwala się na wprowadzanie zwierząt domowych.
– W porządku, poradzimy sobie. Niech go zobaczy, może poczuje się lepiej – odparł.
Staruszka leżała na swoim łóżku pod ścianą. Obok niej na stoliku nocnym stał talerz z nietkniętą kaszką. Mężczyzna przywitał się ze wszystkimi, stara kobieta nie ruszyła się z miejsca.
– Prawie zawsze tak jest, nie chce jeść. – Skarżyła się pielęgniarka z oddziału.
– Jej kot został zabity. Czasami je, ale bardzo mało.
Zwierzę wierciło się pod kurtką i żałośnie miauczało. Starsza kobieta zadrżała i cicho się odwróciła. Kociak z trudem wystawił pyszczek, zobaczył swoją panią i z dzikim okrzykiem zaczął próbować wydostać się na wolność.
– Kuza, mój kochany, żywy. Mój Kuzeńka – zawołała staruszka, wyciągając do niego ręce.
– Co tu się dzieje? – Do sali weszła pielęgniarka.
Powiedziała zdenerwowanym głosem:
– Dlaczego tu jest kot? Do szpitala nie wolno wprowadzać zwierząt domowych, proszę z nim wyjdź z pokoju!
– Pani Zofio, proszę jeść, zacząć chodzić, nie może być pani chora. Kuza czeka, przyjdziemy tu jeszcze, oto mój telefon. Zostanie ze mną przez jakiś czas, proszę wyzdrowieć. Czekamy na panią, ja się nim zajmę, nic mu nie będzie, przyjdę niedługo. – chłopak mówił w skrócie.
Pielęgniarka wypchnęła mężczyznę z sali. Starsza pani przez długi czas słyszała, jak kot krzyczy na korytarzu, uśmiechnęła się. Potem westchnęła lekko, wzięła ze stolika nocnego talerz z kaszą i zaczęła pospiesznie jeść.



