
Jestem po 30-tce i niestety, jakoś mi się nie ułożyło w życiu uczuciowym. Mam za sobą dwa trudne związki z facetami, którzy niestety, ale nie potrafi być wierni. Nie wiem, czy może popełniłam gdzieś błąd, czy oni po prostu nie mogli żyć bez podrywania innych kobiet, ale rozdrapywanie teraz tamtych wydarzeń nie ma dzisiaj sensu. Ciągle jednak wierzę, że uda mi się założyć rodzinę i w końcu poznam faceta, który okaże mi miłość i będzie o mnie dbał.
Swoje miłosne poszukiwania uskuteczniam za pośrednictwem aplikacji randkowych, na których naprawdę można pozbyć naprawdę różnych ludzi. Niektórzy faceci szukają tam tylko zabawy, odskoczni od szarej codzienności (czasami też dla nich tą „szarą codziennością” są ich żony), albo tacy, którzy naprawdę chcę się z kimś związać i iść razem przez przyszłość.
Ostatnio myślałam, że poznałam właśnie takiego, który szuka partnerki do wspólnego życia. Miłosz właśnie się taki wydawał. Jest z zawodu architektem, ma już własne mieszkanie, samochód, ciągle się rozwija i dokształca. Do tego ma ciekawe hobby, jakim jest fotografia podwodna, kocha jak ja góry i ma cudownego zwierzaka Ariela. Jest też niezwykle przystojny – to wysoki brunet, który dba o siebie i potrafi się ubrać. Brzmi jak ideał, prawda? Nie mogłam przepuścić takiej okazji i od razu do niego napisałam. Miłosz nie zwlekał z odpowiedzią – już po 20 minutach otrzymałam wiadomość zwrotną. Tak zaczęło się nasze pisanie.
Nie mogliśmy oderwać się od rozmowy i pisaliśmy rano przy śniadaniu, wieczorem, nawet w czasie pracy. Byłam nim zachwycona i wydawało mi się, że ja na nim też zrobiłam dobre wrażenie. Po tygodniu takich naszych rozmów postanowiliśmy się spotkać.
Nasze pierwsze spotkanie było cudowne. Trwało 6 godzin i naprawdę, nie rozczarowałam się nim. Siedzieliśmy w restauracji znajdującej się nad brzegiem Wisły i rozmawialiśmy, a potem odprowadził mnie do mieszkania.
Ledwo co zdążyłam wrócić do domu, a on już napisał. Stwierdził, że jestem cudowna i że koniecznie musimy się spotkać. Zaprosił mnie na kolejny dzień na obiad. Niesamowicie się cieszyłam.
Następnego dnia pięknie się ubrałam, umalowałam, ułożyłam włosy i poszłam na nasz spotkanie. Rozmawialiśmy, żartowaliśmy i znowu 4 godziny minęły nam jak z bicza strzelił. W jego towarzystwie czas się nie liczył i ciągle było go za mało.
Wróciłam rozanielona do domu, tym razem to ja od razu napisałam do Miłosza, że dziękuję za spotkanie i zaproponowałam wspólne wyjście do kina. Odpowiedział, że chętnie, ale nie możemy teraz ustalić konkretnego terminu, bo pewnie będzie miał dużo spraw na głowie. I tyle. To była ostatnia wiadomość, jaką od niego dostałam.
Przestał mi kompletnie odpisywać, ot, tak z dnia na dzień. Zupełnie nie wiem, o co chodzi, przecież sprawiał wrażenie mną zachwyconego. Już naprawdę nie wiem, o co chodzi facetom, albo co ja robię źle, że ciągle na takich trafiam…

