Ludzie aroganccy są najszczęśliwsi, bo niczym, a przede wszystkim nikim się nie przejmują. Ja przekonałam się o tym na własnej skórze. Miało to miejsce wtedy, gdy w odwiedzinach przyjechała do mnie moja daleka krewna. Ma ona jeden dziwny nawyk – zawsze prosi, aby spakować jej jedzenie do domu.
Zaprosiłam ją na imieniny i już podczas tego spotkania dużo jadła. Oczywiście nie żałowałam jej, ale naprawdę byłam pod wrażeniem ilości jedzenia, które była w stanie spożyć. W ogóle było mi ciężko zrozumieć, gdzie się jej to wszystko mieściło, bo jest naprawdę bardzo szczupłą osobą.
Przed wyjściem ode mnie z domu wyjęła z torebki plastikowe pojemniki i poprosiła, abym spakowała jej jedzenie. Powiedziała, że nie chce się jej gotować w domu, więc z chęcią przyjmie to, co mi zostało. Stwierdziła też, że zarówno jej dzieci, jak i mąż liczą na to jedzenie ode mnie, bo nie przygotowała obiadu, więc siedzą głodni i spragnieni przygotowanych przeze mnie pyszności. Niby mówiła to nieśmiało, ale jej ruchy były pewne.
Mieliśmy wielkiego pecha do sąsiadów – przez nich co chwilę była u nas policja!
– Czy zostały Ci jeszcze ziemniaki? Daj mi trochę, zrobiłaś takie pyszne, pieczone, a ja obiecałam w domu, że coś dobrego przyniosę.
Dałam jej to, o co prosiła, bo jakoś nie chciałam się awanturować o głupie ziemniaki – dobre wychowanie mi na to nie pozwalało. Mimo wszystko nie rozumiem, jak można się tak zachowywać – najpierw się najeść, a potem żądać jeszcze czegoś na wynos, jakby co najmniej była w jakiejś restauracji. Czy to już arogancja, czy po prostu bezmyślność? Nie wiem też, dlaczego tak robi, bo jest bogata i z rodziną żyje w dostatku, a mimo tego żebrze. Jeśli nie ma ochoty gotować, to może coś dobrego zamówić. Czy nie mam racji?



