– Kasiu, nareszcie wychodzisz za mąż! – uśmiechnęła się Helena Janowska do córki. – Cieszę się, że Krzysztof cię oświadczył! Wiesz, jacy teraz mężczyźni są niepoważni? Tylko by się bawili, a o małżeństwie nie myślą. A Krzysztof jest inny, więc trzymaj go mocno.
– Mamo, przecież też jestem atrakcyjną kandydatką – zażartowała Kasia. – I ładna, i mądra, i zasługuję na księcia.
– Ojej, zaraz księcia! – zaśmiała się Helena. – Nie zapominaj, że masz już 35 lat i to twój, można powiedzieć, ostatni dzwonek.
Kasię zabolało słowo „ostatni dzwonek”. Nie sprzeciwiła się jednak – wiedziała, jak matka przejmuje się losem jedynaczki. Czas mijał, a kolejki adoratorów jakoś nie widać. Dlatego Helena bała się, że Kasia nigdy nie wyjdzie za mąż i nie da jej wnuków.
Ślub miał się odbyć za dwa tygodnie. Wszystko już było zaplanowane: bankiet w najlepszej restauracji w mieście, goście zaproszeni, sukienka wybrana. Choć Kasia wciąż się wahała, którą wersję wybrać, i za kilka dni miała iść na przymiarkę.
W drzwi zadzwoniono, a Helena z okrzykiem: „Krzysztof przyszedł!” pobiegła wpuścić gościa.
– Dzień dobry, pani Heleno! Dzień dobry, Kasiu! – przywitał się Krzysztof. – Jak zwykle nie przychodzę z pustymi rękami. Dla pani – czekoladki, dla Kasi – kwiaty.
– Ależ nie trzeba było! – rozpływała się Helena. – Wciąż się dziwię, jak moja córka poznała takiego wspaniałego mężczyznę! Już myślę, że nie masz żadnych wad! Proszę, Kasia czeka w pokoju.
Kasia znała Krzysztofa zaledwie pół roku. Dziwiła się, czemu zwrócił na nią uwagę – on pracował w urzędzie miasta, a ona była zwykłą nauczycielką muzyki. Od początku dał jej jasno do zrozumienia, że szuka żony.
Krzysztof był poważny, stateczny i, jak mówiła Helena, „porządny we wszelkich znaczeniach tego słowa”. Starszy od Kasi tylko o pięć lat, ale często miała ochotę zwracać się do niego per „Pan Krzysztof”.
– Kasia, masz tutaj tulipany – powiedział z pobłażliwym uśmiechem. – Sprawdzałaś, czy wszystko gotowe na ślub?
– Dziękuję. Chyba wszystko w porządku. Tylko muszę zdecydować się na sukniękę i kupić buty.
– Pamiętaj, masz wyglądać idealnie i zrobić dobre wrażenie na moich krewnych – odparł stanowczo. – Nie oszczędzaj, jeśli czegoś potrzebujesz.
Wyjął z portfela pieniądze i położył na komodzie.
– Na wydatki ślubne. Aha, w przyszłym tygodniu wpadnij do mojej mamy. Da ci przepisy na moje ulubione dania. Nie chcę, by nasze małżeństwo zaczynało się od kłótni, więc proszę, żebyś się od nieco podszkoliła w gospodarstwie.
– Krzysiu, pamiętasz, że mam 35 lat? – uśmiechnęła się Kasia. – Zwykle w tym wieku kobiety same wiedzą, jak prowadzić dom. Poza tym teraz jest taki romantyczny czas, nie psujmy go rozmowami o garnkach.
– Nie, Kasiu, moja mama ma dużo do przekazania. U niej dom lśni czystością, a gotuje wyśmienicie. Byłoby niezręcznie, gdyby po ślubie zaczęła cię poprawiać.
Kasia z zapewnieniem, że odwiedzi jego matkę, a Krzysztof, tłumacząc się pilnymi sprawami, wyszedł. Jakoś zrobiło jej się smutno. Brakowało jej lekkości, romansu, czułych słów. A Krzysztof zawsze był taki sztywny, powściągliwy i oszczędny w reakcjach.
Następnego dnia pojechała na przymiarkę. W salonie nie zabawiła długo – wybrała pierwszą zaproponowaną suknię. Nie miała ochoty na długie przymierzanie.
„Wszystko w porządku” – powtarzała sobie. „Wychodzę za dobrego, stabilnego człowieka, jak chciałam. Wielkie by mi zazdrościły. I mama jest szczęśliwa. Czego mi jeszcze trzeba?”
Zmęczona podeszła do przystanku, choć dzień wcześniej planowała zakupy. Nagle usłyszała za sobą znajomy głos:
– Kasia, to ty? Ależ niespodzianka! Pamiętasz mnie?
Oczywiście pamiętała. To był Janek, jej dawny chłopak. Pierwsza prawdziwa miłość. Kiedyś zostawił ją dla innej, a teraz stał tak, jakby nic się nie stało.
– Cześć, Janku – powiedziała, starając się zachować spokój. – Nie spodziewałam się cię tu spotkać. Co u ciebie?
– Spoko, mam biuro niedaleko. W pracy wszystko gra. Ale w życiu prywatnym pech – niedawno się rozwiódłem. A ty? Wyszłaś za mąż?
– Nie, jeszcze nie. Ale jest ktoś – skłamała, rumieniąc się. – Choć nie wiem, czy to się uda.
– Rozumiem – zamyślił się Janek. – Możesz na chwilę? Wpadnijmy do kawiarni, akurat idę na lunch.
Kasia się zgodziła. Wiedziała, że to dziwne, ale nie potrafiła odmówić. W głowie wirowały wspomnienia – długie rozmowy, śmiech, ta niewyjaśniona lekkość, jaką czuła przy nim.
Nie mogła oderwać wzroku od swojego eks. Wysoki, wysportowany Janek z intensywnymi brązowymi oczami stanowił kontrast do Krzysztofa – korpulentnego i o siermiężnej urodzie.
Godzinę spędzili w kawiarni. Na pożegnanie Janek powiedział:
– Zadzwonię do ciebie. Nie myśl niczego złego, po prostu miło cię było spotkać. Wymieńmy się numerami, żeby nie zginąć.
Kasia wróciła do domu szczęśliwa. Była pewna, że to nie przypadek, że spotkali się akurat dziś. Znak przeznaczenia!
W domu czekała niecierpliwa Helena.
– Jak tam suknia? Piękna? Buty kupiłaś? Pokaż!
– Mamo, ślubu nie będzie – lodowicie odparła Kasia, idąc do swojego pokoju.
Słowa jak grom. Helena omal nie zemdlała.
– Kasia, co się stało? Suknia się nie spodobała? Krzysztof coś zrobił? On odwołał ślub? Mów wreszcie!
– Nie chcę ślubu, sukien, niczego. I Krzysztofa też nie chcę. Jakie to ma być małżeństwo? Myślisz, że mnie kocha? Nie, on szuka wygodnej kobiety, trochę lepszej od sprzątaczki.
– Co ty mówisz? Może byś odpoczęła? To wielkie szczęście, że ktoKasia spojrzała na telefon z nadzieją, ale ekran pozostawał czarny, a w jej sercu rosło przekonanie, że czasami lepiej być samotną niż z kimś, kto nigdy nie potrafi zaufać miłości.



