– Kingo, w końcu wychodzisz za mąż – uśmiechnęła się ze szczęścia Danuta Januszewska, patrząc na córkę. – Tak się cieszę, że Wojtek się oświadczył! Wiesz, jacy teraz faceci są niepoważni? Wolą się bawić, a o ślubie nawet nie myślą. Ale Wojtek to porządny człowiek, więc trzymaj się go mocno.
– Mamo, przecież też jestem dobrą partią – zażartowała Kinga. – I ładna, i mądra, zasługuję na księcia z bajki.
– Oj, księcia to może nie – roześmiała się Danuta. – Pamiętaj, że masz już 35 lat. To twój ostatni dzwonek.
Słowa „ostatni dzwonek” zabrzmiały dla Kingi upokarzająco, ale nie sprzeciwiła się matce. Wiedziała, jak bardzo Danuta przejmuje się losem jedynaczki. Czas mijał, a kolejki adoratorów jakoś nie ustawiały się pod drzwiami. Dlatego matka bała się, że Kinga nigdy nie założy rodziny i nie da jej wnuków.
Ślub miał się odbyć za dwa tygodnie. Wszystko było już zaplanowane: bankiet w najlepszej restauracji w Poznaniu, zaproszeni goście, wybrane stroje. Tylko z suknią Kinga wciąż się wahała i miała niedługo iść na kolejną przymiarkę.
Nagle zadzwonił dzwonek, a Danuta krzyknęła: „Wojtek przyszedł!” i pośpiesznie otworzyła drzwi.
– Dzień dobry, pani Danuto! Dzień dobry, Kingo! – przywitał się Wojciech. – Nie przychodzę z pustymi rękami. Dla pani – czekoladki, a dla Kingi – kwiaty.
– Oj, nie trzeba było – rozpromieniła się Danuta. – Wciąż się dziwię, jak moja córka trafiła na takiego faceta! Chyba nie ma w tobie żadnych wad! Kinga czeka w pokoju.
Kinga znała Wojtka zaledwie pół roku. On pracował w urzędzie miasta, a ona była zwykłą nauczycielką muzyki. Od początku dał jej do zrozumienia, że szuka żony, a nie przelotnego związku.
Wojciech był stateczny, solidny i, jak mówiła Danuta, „prawdziwy mężczyzna”. Miał tylko pięć lat więcej niż Kinga, ale czasem miała ochotę zwracać się do niego per „panie Wojciechu”.
– Kinga, masz tulipany – powiedział z lekką wyższością. – Nie zapominam o tobie. Sprawdziłaś, czy wszystko gotowe na ślub?
– Dzięki za kwiaty. Chyba wszystko załatwione. Tylko muszę wybrać suknię i buty.
– Pamiętaj, masz wyglądać idealnie i zaimponować mojej rodzinie – odparł stanowczo. – Nie oszczędzaj, kup, co potrzebne.
Wyjął z portfela 500 złotych i położył na komodzie.
– Masz na wydatki. A w przyszłym tygodniu wpadnij do mojej mamy. Da ci przepisy na moje ulubione dania. Nie chcę, żeby nasze małżeństwo zaczęło się od kłótni, więc proszę, naucz się gotować.
– Wojtek, pamiętasz, że mam 35 lat? – uśmiechnęła się Kinga. – Zwykle kobiety w moim wieku potrafią prowadzić dom. Teraz powinniśmy myśleć o romantyce, a nie o garnkach.
– Nie, Kinga, musisz się nauczyć od mojej mamy. U niej zawsze jest sterylna czystość, a gotuje wyśmienicie. Wstyd będzie, jak po ślubie przyjdzie z wizytą i zacznie cię poprawiać.
Kinga obiecała, że odwiedzi jego matkę, a Wojciech, tłumacząc się pracą, wyszedł. Zrobiło jej się smutno. Marzyła o czułości, romansie, ciepłych słowach. Ale Wojtek był zawsze poważny, oschły i skąpy w okazywaniu uczuć.
Następnego dnia Kinga poszła na przymiarkę. Wybrała pierwszą lepszą suknię – nie miała ochoty się zastanawiać.
„Wszystko w porządku” – myślała. „Wychodzę za porządnego, zaradnego faceta. Wielu by mi zazdrościło. Mama jest szczęśliwa. Czego mi jeszcze trzeba?”
Zmęczona wsiadła do tramwaju, choć wcześniej planowała zakupy. Nagle usłyszała znajomy głos:
– Kinga? To ty? Ależ spotkanie! Pamiętasz mnie?
Oczywiście pamiętała. To był Jarek, jej pierwsza miłość. Kiedyś zostawił ją dla innej, a teraz patrzył na nią, jakby nigdy nic.
– Cześć, Jarku – odparła, starając się zachować spokój. – Nie spodziewałam się cię tu spotkać. Co u ciebie?
– Spoko, mam biuro niedaleko. W pracy git, ale prywatnie – niedawno się rozwiódłem. A ty? Wyszłaś za mąż?
– Nie, ale mam faceta. Choć nie wiem, czy to się uda – skłamała o ślubie, rumieniąc się.
– Rozumiem – zamyślił się Jarek. – Może wpadniemy na kawę? Właśnie szedłem coś zjeść.
Kinga zgodziła się. Czuła, że to głupie, ale nie potrafiła się powstrzymać. Przypomniały jej się długie rozmowy i to ciepło, które czuła przy nim.
Nie mogła oderwać wzroku od Jarka. Wysoki, wysportowany, z intensywnymi brązowymi oczami – tak różny od pulchnego, bez wyrazu Wojtka.
Spędzili godzinę w kawiarni. Na pożegnanie Jarek powiedział znacząco:
– Zadzwonię do ciebie. Tylko podaj numer, żebyśmy się nie zgubili.
Kinga była pewna, że to znak. Spotkała Jarka akurat przed ślubem – to musiało coś znaczyć.
W domu czekała Danuta.
– No i co, wybrałaś suknię? Pokaż!
– Mamo, ślubu nie będzie – odparła lodowatym tonem i weszła do swojego pokoju.
Danuta oniemiała.
– Co się stało?! Pokłóciłaś się z Wojtkiem? On odwołał ślub? Mów wreszcie!
– Nie chcę ślubu, sukni ani Wojtka. On mnie nie kocha, szuka wygodnej gospodyni.
– Kinga, oszalałaś? To szczęście, że taki człowiek cię chce! Będziesz mieć spokojne życie, czego ci więcej trzeba?
Kinga usiadła na kanapie i cicho, ale z ukrytą radością powiedziała:
– Spotkałam dziś Jarka.
– Tego, który cię rzucił?! To przez niego rezygnujesz ze ślubu?! Nie niszcz sobie życia!
Kinga nie słuchała. Decyzja była podjęPo latach Kinga zrozumiała, że warto było zaczekać na prawdziwą miłość, bo pewnego dnia spotkała człowieka, który pokochał ją taką, jaką była, bezwarunkowo.



