Moja siostra i ja dorastałyśmy w pełnej rodzinie. Żyłyśmy normalnie jak większość dzieci, które znałyśmy i mieszkały w okolicy. Teraz zarówno ja, jak i moja siostra mamy własne rodziny.
Nie będę wdawała się w szczegóły, bo nie są one tutaj aż tak istotne, ale mamy bardzo odmienne spojrzenie na życie, szczególnie w jednej kwestii. Moja siostra uważa, że nasi rodzice wciąż mają obowiązek pomagać nam finansowo. Kiedyś owszem, nasi rodzice wspierali nas w kwestii pieniędzy, szególnie w momencie, kiedy kupowałyśmy swoje mieszkania. Naturalnie, że nie było nas stać na odłożenie całej kwoty na wkład własny, więc rodzice w tym nas wsparli. Teraz są już od kilku lat na emeryturze i w zasadzie żyją tylko z tego, nie mają żadnych dodatkowych dochodów.
Znajomi mojej siostry mają rodziców, którzy wciąż pomagają swoim dzieciom: niektórzy pomagają spłacać pożyczki i kredyty, inni po prostu dają pieniądze na jakieś zachcianki swoich dzieci. Ja również mam znajomych, którym rodzice pomagają finansowo, ale dochody tamtych ludzi są znacznie większe od tych, jakie mają moi rodzice. Mówię to mojej siostrze, ale ona tego nie rozumie. Poza tym uważam, że rodzice nas już wychowali i teraz mają prawo do tego, by spokojnie sobie żyć, bo nie mają już obowiązku wciąż nas utrzymywać. Mamy z siostrą swoje rodziny, o które same powinnyśmy się troszczyć.
Z drugiej zaś strony jeśli chodzi o moich rodziców, to też nie jest tak kolorowo. Tata jest w porządku, ale mama często opowiada o dzieciach swoich przyjaciółek i uważa, że względem nich i ja, i moja siostra, bardzo mało w życiu osiągnęłyśmy. Dużo z tych ludzi ma swoje biznesy, zarabiają ogromne pieniądze i jeszcze pomagają swoim rodzicom, a my jesteśmy zwykłymi, etatowymi pracownicami. Mam dość słuchania tych wyrzutów pod moim adresem i uważam, że to myślenie jest równie niesprawiedliwe jak myślenie mojej siostry. A może ona właśnie dlatego się tak zachowuje?



