Mój mąż i ja mamy po 40 lat, mamy syna, który ma 5 lat. Pobraliśmy się, gdy oboje mieliśmy po 30 lat. Teściowie i siostra męża są u nas coraz częściej, a ja nie potrzebuję ich wizyt!
Kiedy zdecydowaliśmy się założyć rodzinę, postanowiliśmy przenieść się do stolicy. Oboje sprzedaliśmy nasze mieszkania, które kupiliśmy przed małżeństwem i kupiliśmy jedno wspólne, trzypokojowe mieszkanie w ładnej okolicy.
Zarówno mąż, jak i ja jesteśmy introwertykami, dlatego nie lubimy przyjmować gości w domu. Nawet przez kilka lat nie chcieliśmy mieć dziecka, bo baliśmy się, że to nie dla nas, a obecność drugiego, nawet małego człowieka będzie powodowała u nas dyskomfort. Nawet z rodzicami i siostrami komunikuję się wyłącznie przez telefon, ale moi krewni są tacy jak ja i nie mają z tym problemu. Jest to wygodne i dobre dla wszystkich.
Kiedy wychodziłam za mąż, Krzysiek zapewniał mnie, że wychodzę za niego, a nie za jego rodzinę. Przez lata widziałam jego bliskich zaledwie 3-4 razy. Tak było do niedawna, ale ostatnio wszystko się zmieniło i jego krewni zaczęli coraz częściej się u nas pojawiać. Wycieczki do stolicy nie miały końca. Młodsza siostra męża, która chciała studiować w Warszawie, powiedziała, że chce zamieszkać u nas. Mąż zaoferował jej pomoc i powiedział, że da jej na połowę kwoty potrzebnej do wynajmu mieszkania. Zgodziła się na to i wydawało się, że w końcu wszystko się ułożyło. Nie był to jednak koniec.
Teściowa prosi, abyśmy porzucili nasze marzenia na rzecz młodszego brata męża
Siostra męża pojawiała się u nas prawie codziennie. Przychodziła po zajęciach na uniwersytecie na obiad i siedziała do wieczora. Pojawiała się także w każdy weekend, ale nie sama, bp przyjeżdżali także teściowie. Mówili, że tęsknią za wnukiem i córką, czują, że muszą się z nim widywać częściej.
Pracuję zdalnie, więc prawie zawsze jestem w domu, a takie wizyty siostry męża mi po prostu przeszkadzają. Poza tym ona nie rozumie, że praca zdalna to także praca, więc w ogóle nie szanuje mojej przestrzeni osobistej. Ostatnio miałam spotkanie i prezentowałam projekt, a ona z salonu zaczęła krzyczeć i pytać, co zrobię dzisiaj na obiad. Co za bezczelność! W weekend z kolei chciałabym odpocząć, ale się nie da, bo muszę przyjmować gości i obsługiwać ich.
Jak wytłumaczyć tym ludziom, że nie chcemy siedzieć z nimi w każdy weekend? Szczerze mówiąc, to mam ochotę przestać im po prostu otwierać, ale wiem, że wtedy rozpęta się prawdziwa burza. To nie są źli ludzie, ale my żyjemy inaczej i nie chcemy tego zmieniać, bo im nagle się odmieniło.



