— Mamo, siedzisz w domu i nic nie robisz!
— Mamo, chodź pobawić się samochodzikami, obiecałaś… — znów zapiszczał pięcioletni Kacper, zaglądając do kuchni.
Ewa spojrzała najpierw na syna, potem na górę brudnych naczyń i kurczaka, który czekał cierpliwie na desce do krojenia. Znów popatrzyła na chłopca. Kacper wpatrywał się w nią wyczekująco.
— Kacperku, jeszcze chwilkę poczekaj, mama zaraz przyjdzie, dobrze? — wyszeptała, nie wierząc zbytnio w to „zaraz”.
— Znowu to samo! Zawsze tak mówisz, a potem nie przychodzisz! Nie chcę się bawić sam! — wrzasnął chłopiec i pobiegł do pokoju.
Od krzyków obudziła się roczna Zosia i natychmiast oznajmiła to głośnym płaczem. Ewa usiadła na krześle, zakrywając dłońmi głowę, jakby chciała zatkać uszy. Zamknęła oczy na moment.
…Ewa zawsze chciała dzieci i kochała je nad życie. Ale teraz marzyła tylko o tym, by znaleźć się gdzieś daleko, gdzie nie ma wiecznego sprzątania, gotowania, pieluch, logopedy, spacerów, wieczornych kąpieli, kolacji i bajek na dobranoc.
Oczywiście, wiele kobiet żyje tak samo, ale większość ma pomoc dziadków czy mężów. Ewa nie miała tego luksusu. Jej rodzice mieszkali tysiąc kilometrów stąd, teściowa pracowała i zajmowała się sobą — wnuki były na później. A mąż, Tomasz, zwykle wracał z pracy, gdy dzieci już zasypiały. Jadł kolację, siadał przed komputerem lub telewizorem. Pomocy zero. Ostatnio ich relacje stały się dziwnie napięte, pełne cichych pretensji.
— Maaamo… — zawodziła półtoraroczna Zosia.
— Idę, córeczko, idę! — odkrzyknęła Ewa i ruszyła do pokoju dziecięcego.
Poświęciła czas dzieciom, posprzątała trochę. Po obiedzie Kacper miał zajęcia z logopedą. Gdy się uczył, Ewa z Zosią poszły na plac zabaw.
Wrócili pod wieczór. Ewa wykąpała dzieci, nakarmiła je kolacją. Sama nie jadła, tylko wychyliła pośpiesznie herbatę. Potem posprzątała, spojrzała na kurczaka i orzekła: „Nie zdążę”. Dla męża ugotowała pierogi.
Tomasz wrócił koło dziewiątej. Ewa przywykła już, że przychodzi w złym humorze.
— Jestem! Nikt mnie nie wita? — ryknął z przedpokoju.
— Tomek, nie krzycz, proszę, Zosia już śpi — odpowiedziała Ewa łagodnie, by nie eskalować napięcia.
— No tak! Witaj w domu! Przyszedłem, a tu cisza! — burknął i poszedł do łazienki.
Ewa nakryła do stołu — pierogi, śmietana, posiekana pietruszka. Zagotowała wodę, pokroiła chleb.
— Ewka, znowu pierogi z promocji? Nie zobaczę normalnego jedzenia, dopóki ich nie zjemy? — spytał kąśliwie Tomasz.
— Tomek, dziś jeszcze pierogi, jutro, jak obiecałam, usmażę kurczaka — tłumaczyła się Ewa.
— Ostatni raz to jem! Jutro koniec! W poniedziałek były, dziś znowu! — warknął i zabrał się za jedzenie.
Nawet nie spytał, czy Ewa coś dziś jadła. Ostatnio zdawał się jej nie zauważać.
— Tomek, odłóż telefon na pięć minut. Jak w pracy?
— Co tam praca — jak zwykle. Jestem zmęczony, a ty chcesz, żebym jeszcze w domu o tym gadał! — odciął się i wrócił do ekranu.
— To smacznego, idę do dzieci.
— Idź.
Ewa ułożyła dzieci, zgasiła światło i wróciła do kuchni.
— Idę spać — rzucił sucho Tomasz i wyszedł, nie odrywając wzroku od telefonu.
— Dobranoc — szepnęła Ewa w pustkę.
Kiedyś całował ją na dobranoc, życzył słodkich snów. Gadali godzinami po uśpieniu Kacpra. Pili herbatę, oglądali filmy.
Te czułe, bliskie chwile odchodziły w zapomnienie. Ostatnio działo się coś dziwnego. Tomasz tkwił w pracy, w sprawach, do których Ewa nie miała dostępu.
Ona sama po urodzeniu Zosi była wykończona. Miała nadzieję, że Kacper pójdzie do przedszkola, ale w grupie logopedycznej zabrakło miejsc. Zostali w domu, chodzili na prywatne zajęcia.
Ewa westchnęła ciężko. Już wpół do jedenastej! Trzeba posprzątać, umyć się i spać.
Do sypialni weszła koło północy. Tomasz już spał. Nagle na jego telefonie zabrzmiało powiadomienie.
„Kto pisze o tej porze?” — pomyślała, ale zignorowała to, sądząc, że to reklama.
Ledwie zamknęła oczy, gdy obudził ją budzik.
„Czy to już szósta? Jakbym w ogóle nie spała!” — wstała, narzuciła szlafrok i pobiegła do łazienki.
Umyła się, zrobiła kawę i zaczęła śniadanie. O szóstej obudził się Tomasz.
— Znowu owsianka i kanapki?! — warknął, zanim jeszcze wszedł do kuchni.
— Dzień dobry, Tomek!
— Moja mama zawsze smażyła mi naleśOtworzyła oczy i uświadomiła sobie, że od teraz będzie żyć dla siebie i dzieci, bez strachu i z podniesioną głową.



