Nie ma o tym przepisów, artykułów i paragrafów. Nie znajdziecie o tym ani słowa w podręcznikach prawniczych. Matka nie może wcielić się w rolę sędziego, prokuratora czy oskarżyciela, ponieważ każda jej decyzja jest podyktowana sercem. Sercem matki!
Byłam dumna, że urodziłam i wychowałam dwóch synów. Kocham ich i nadal kocham ich tak samo, ale już od dzieciństwa widziałam, jak bardzo się różnią.
Grzegorz – starszy, był i pozostał spokojny, zamknięty w sobie i posłuszny, podczas gdy młodszy Marcel był niegrzeczny, uparty i zawsze radził sobie sam. Wykształcili się, dojrzali, założyli rodziny i każdy poszedł swoją drogą. Marcel założył firmę, która odnosiła sukcesy, dlatego potem założył jeszcze dwie i rozszerzył działalność. Zatrudnił także swoją żonę w jednej z firm. Mają już trzy mieszkania – dwa z nich są już zakupione dla ich małych jeszcze córek, a które w tej chwili wynajmują. Z synową jeżdżą drogimi samochodami, zawsze wypoczywają latem za granicą. Krótko mówiąc, żyją na szeroką skalę.
W tym samym czasie Grzegorz i jego żona żyją skromnie z urzędniczych pensji i w porównaniu z nimi ledwo wiążą koniec z końcem. Nie umierają z głodu, ale druga synowa jest bardzo zła i zazdrosna o to, jak żyje młodszy brat Grzegorza. Albo podżega męża przeciwko bogatym i skąpym krewnym, którzy powinni im – według niej – pomagać, albo go obraża, że jest nieudacznikiem i do niczego się nie nadaje.
Jakkolwiek mi przykro, muszę przyznać, że moi synowie całkowicie się od siebie oddalili, nie chcę powiedzieć, że znienawidzili. Przed śmiercią mąż próbował porozmawiać z Marcelem, żeby wziął brata do siebie do pracy, ale napotkał opór. Biznes z krewnymi nie wchodził w grę, a Grzegorz był miękki, uległy, nie umiał ryzykować i zarabiać pieniędzy. Może i tak jest, ale rozumiecie, jak czuje się matka, gdy jej dzieci materialnie znajdują się na dwóch przeciwległych biegunach?
Źli ludzie odebrali mi to, co miałam najcenniejsze
Byłam rozdarta, ale w końcu postanowiłam, że sprawiedliwie będzie pomóc temu, który ma gorzej. Bez wcześniejszego informowania kogokolwiek, sprzedałam korzystnie działkę nad morzem – spadek po ojcu. Dałam te pieniądze Grzegorzowi myśląc, że dopóki żyję, Marcel raczej nie będzie ich potrzebował. Postanowiłam też dalej trzymać sprawę w tajemnicy i nikomu o tym nie mówić. Niestety, sprawy potoczyły się w najbardziej absurdalny sposób.
Żona Grzegorza namówiła go, żeby od razu kupili samochód, zrobili remont w domu, kupili markowe ubrania dla syna i polecieli na wakacje do Meksyku i Peru. Pewnie ta głupia kobieta się pochwaliła to tu, to tam, bo wiadomość dotarła do żony Marcela i ostatecznie do niego, a młodszy syn wpadł w szał.
Zadzwonił do mnie i powiedział mi straszne rzeczy. Oskarżył mnie o to, że to, iż Grzegorz jest leniwym i narzekającym nieudacznikiem, to tylko moja wina, bo od małego go faworyzowałam.
Krzyknął, żebym zapomniała, że mam jeszcze drugiego syna i nigdy więcej do niego nie dzwoniła! Na koniec rozłączył się, a ja nie zdążyłam mu powiedzieć, jak bardzo jestem z niego dumna i jak bardzo mnie boli, że z bratem odziedziczyli różne geny.
Marcel już trzeci miesiąc odmawia rozmowy ze mną i nie odpowiada na wiadomości, które mu wysyłam. Cierpię, ale nadal uważam, że postąpiłam sprawiedliwie. Niesprawiedliwy jest los, który wystawia na próby rodziców z większą liczbą dzieci.



