Alicjai ja jesteśmy sąsiadkami we wsi już w trzecim pokoleniu. To znaczy, że nasi dziadkowie i babcie byli już swoimi sąsiadami, potem nasi rodzice byli tutaj gospodarzami, a teraz my weszliśmy w posiadanie tych ziem. Dlatego znamy się od dzieciństwa. Nie byliśmy przyjaciółkami, ale czasami bawiłyśmy ze sobą jako dzieci. A teraz obie jesteśmy już mamusiami, a wraz z dziećmi wyjechałyśmy z dusznego miasta na całe lato do domku na wsi. Mam jednoroczne bliźniaki, Alicja ma dwóch chłopców w wieku trzech i pięciu lat, a także jest w piątym miesiącu ciąży. Trzy tygodnie temu Alicja przyszła do mnie z prośbą.
– Słuchaj, muszę jechać do miasta na kilka godzin, na bardzo ważne badanie. Czekam na nie od dłuższego czasu. Popilnuj moich chłopców. Szybko się wyrobię i wróce.
Badanie jest ważne i zgodziłam się. Chociaż rozumiałam, że z moimi bliźniakami, a jeszcze dwoma chłopcami w wieku, w którym ciągle chcą coś odkrywać, będzie mi bardzo trudno. Ale Alicja naprawdę wróciła bardzo szybko, a chłopcy zachowywali się dobrze i słuchali mnie we wszystkim. Więc poszło dobrze. A przedwczoraj Alicja ponownie zwróciła się do mnie z tą samą prośbą. Obiecała też, że szybko wrócę. I znowu się zgodziłam. Dzień wcześniej padał deszcz.
Chłopcy Alicji biegali po kałużach, kiedy skupiłam się na moich dzieciach. Złapałam chłopców, umyła ich, ale nie mieli ubrań na zmianę. Więc jakoś wyczyściłem ich ubrania. Tym razem Alicji nie było nie trzy godziny, ale cały dzień. Nie zostawiła jedzenia dla dzieci, więc musiała je sam nakarmić. Wróciła o ósmej, zabrała dzieci, a potem, najwyraźniej w domu, spojrzała na ich poplamione ubrania, wróciła ze skargami do mnie, bo przecież zostawiła u mnie czyste dzieci i takie miały być. Takie trzeba było zwrócić. Powiedziałam jej, żeby dała mi spokój i o nic więcej nie prosiła.


