W sąsiedztwie z nami mieszkarodzina wielodzietna. Nawet ciężko policzyć, ile tam jest dzieci. Sąsiedzi współczują tym dzieciom i chcą im pomóc. Niektórzy pomagają jedzeniem, inni ubraniami, niektórzy nawet dają pieniądze. Mama wielu dzieci nazywa się Ludmiła. Ona i jej mąż pobrali się około dwanaście lat temu, a ona jest na urlopie macierzyńskim od 11 lat. A teraz znów jest w ciąży. Wszyscy znają jej męża jako alkoholika, bezrobotnego i nieodpowiedzialnego człowieka. Nie pomaga żonie w niczym. Ludka robi wszystko sama w domu i sama zajmuje się dziećmi. Wszystko jest na jej barkach. Ledwo nadąża za małymi dziećmi, stosunkowo dorośli pozostają bez opieki, w stanie zagubienia. Dzieci są dobre, spokojne i towarzyskie, dlatego sąsiedzi tak bardzo je kochają. To prawda, że nie można ich nazwać nieśmiałymi. Mogą zapukać do drzwi, kiedy chcą i poprosić o jedzenie.
I w tym nie ich wina, skoro w domu nic nie ma. Mamy jedną starszą sąsiadkę, Panią Justynę, więc chodzą do niej nawet w nocy. Starsza kobieta, nie ma krewnych, więc jest zadowolona nawet z takich gości. Jednak mój mąż i ja nie pozostajemy bez udziału w ich pomocy. Jestem matematykiem, a mój mąż jest filologiem. Oboje pomagamy im w odrabianiu lekcji. To prawda, że mężczyzna czasami denerwuje się ich częstą obecnością w naszym domu, ale nigdy im nie odmówił. Po prostu przychodzą do nas, kiedy im się podoba. Zaraz po szkole, późno w nocy, jeśli Ludka gdzieś wyszła. Jesteśmy już przyzwyczajeni do tego, że stali się częścią naszego życia. Ale pewnego dnia przyszedł do mnie nasz sąsiad z drugiego piętra i powiedział mi, że postanowili dać Ludce prezent.
– Pomyśleliśmy, że możemy dać im kopertę z pieniędzmi na wyprawkę. Pod względem finansowym jest u nich źle. Musimy się zrzucić. Odpowiedziałam sąsiadce, że nie będę w tym uczestniczyć. Chodzi o to, że już im pomagam. Oprócz, że tak powiem, korepetycji, czasami pomagam z jedzeniem, innymi środkami gospodarstwa domowego i ubraniami, ale nie pomogę z pieniędzmi. Otrzymują dużą pomoc dla dzieci, na co ona idzie? Dlaczego dzieci są ciągle głodne i czegoś potrzebują? Może to sprawka ich ojca alkoholika? Może matka wydaje nie wiem na co, ale na pewno nie na wszystkie rzeczy, których potrzebuje noworodek. Pewnie wielu sąsiadów, gdy się dowiedzą, zwyzywają mnie, ale to jest moje stanowisko. Na świecie jest wiele normalnie żyjących rodzin wielodzietnych, które muszą po prostu wyjść do pracy, a nie siedzieć bezczynnie.

