Ja i Maria jesteśmy wieloletnimi przyjaciółkami. Nasze domy są bardzo blisko, dlatego często odwiedzamy się nawzajem. Maria jest samotną matką. Ma dwóch synów. Rozstała się z mężem dawno temu, ponieważ dużo pił. Miała dość dźwigania całego tego ładunku na sobie i złożyła wniosek o rozwód. Sama wychowała dzieci i nie wyszła ponownie za mąż. Teraz jej dzieci są już dorosłe i wyprowadziły się od niej. Odwiedzają ją bardzo rzadko, więc Maria spędza większość czasu sama. Tylko czasami dzwonią, ale rozmowa nie trwa długo. Cały dzień spędza w ogrodzie. Wieczorem czyta książkę lub siada, żeby coś poszydełkować, żeby się jakoś czymś zająć. Jest bardzo smutna i samotna. Ja mam córkę, Elizę.
Często mnie odwiedza. Prawie cały weekend spędzamy razem. Kiedyś Maria przyszła do nas z wizytą, ale nagle zmieniła wyraz twarzy, była zdezorientowana i odeszła. Następnego dnia przyjaciółka przybiegła wesoła i zadowolona. Wczoraj odebrała telefon od swoich dzieci z informacją o zbliżającej się wizycie. Była szczęśliwa i natychmiast zabrała się do pracy. Oczyściła podwórko, posprzątała dom, przygotowała dużo jedzenia. Nadszedł wieczór, ale gości wciąż nie było. Maria była zdezorientowana, cały czas schodziła na podwórko z nadzieją, że wkrótce przyjedzie samochód. Na ulicy zrobiło się ciemno, było około godziny dziesiątej. Poczuła się zraniona. Z ciężkim westchnieniem weszła z powrotem do domu, zgasiła światła i już nie wychodziła.
Było późno, ale mimo to zdecydowałam się do niej pójść, ponieważ bardzo się o nią martwiłam. Zapukałam do drzwi i po kilku sekundach drzwi się otworzyły. Widziałam w nich szczęśliwą twarz przyjaciela. Ale widząc mnie, bardzo się zdenerwowała, a jej twarz znów stała się smutna. Myślała, że to jej synowie. Usiadłyśmy przy stole, wypiłyśmy herbatę z ciastem wiśniowym i zaczęłyśmy rozmawiać. Maria zaczęła płakać. Mówiła, że nikt jej nie potrzebuje i nikt o niej nie pamięta. Rano Maria przyszła do mnie na śniadanie. Była blada, miała zaczerwienione od bezsenności oczy. Siedziałyśmy i piłyśmy herbatę w milczeniu. Nagle zobaczyłam w oknie samochód, który zatrzymał się przy bramie Marii. Wezwałam przyjaciółkę do okna, a jej twarz rozjaśniła się uśmiechem. Krzyknęła wesoło i wybiegła na podwórko…

