Był czas, kiedy Natalia wraz ze swoim wybrankiem trwali w swojej wielkiej i pięknej miłości, ale gdy tylko obiekt westchnień dowiedział się o ciąży Natalii, zniknął. Kiedy Staś miał dziesięć lat, jej dawny narzeczony nagle zjawił się w domu Natalii. Wyciągnął zabawkę i powiedział, że zmienił zdanie i powinni do siebie wrócić. Synowi źle jest dorastać bez ojca, ale dziewczyna odłożyła zabawkę i zatrzasnęła przed nim drzwi.
Staś dobrze uczył się w szkole, a po zajęciach uczęszczał dodatkowo na karate. Nawet zajął trzecie miejsce w szkolnych mistrzostwach…
W pewnym momencie zadzwonił telefon, to był trener Stasia. Mówił coś przez długi czas, jakby chciał się uspokoić, ale Natalia przerażona zorientowała się, że jej syn jest w szpitalu.
Nie rozumiała, co się stało i dopiero po szczegółowej i uspokajającej rozmowie zrozumiała sytuację. Staś miał zwichniętą rękę. W drodze do domu z treningu chłopcy postanowili trenować opanowanie nowego triku na poprzeczce. Staś upadł, płakał z bólu i nie mógł ruszyć ręką. Jego przyjaciel zadzwonił od razu do swojego trenera. Natalia postanowiła udać się do niego i podziękować za pomoc, ale spotkali się wcześniej. Trener przez cały ten czas wytrwale czekał na korytarzu, martwił się o zdrowie swojego podopiecznego.
Kiedy rozmawiali, podszedł lekarz, który leczył Stasia i powiedział, że chłopiec potrzebuje specjalnych ćwiczeń i długiej rehabilitacji. Trener natychmiast zgłosił się na ochotnika do pomocy.
Powrót do zdrowia chłopca trwał długo i był trudny, a ten czas pokazał, że mężczyzna świetnie dogaduje się z matką chłopca, udało im się znaleźć wspólny język. Stali się sobie potrzebni, a Staś był szczęśliwy widząc uczucia swojej matki i mentora. Chłopiec w końcu wyzdrowiał i wznowił treningi w sekcji karate. Na każdych zawodach wspierała go rodzina: dziadkowie, mama i trener – dlatego wygrywał. Wniosek jest prosty: nie byłoby szczęścia, gdyby nie wcześniejsze nieszczęście.




