RÓŻNI LUDZIE Żona Igora była dla niego tajemnicą — piękna, prawdziwa blondynka o czarnych oczach, …

Żona Pawła była… dziwna. Bardzo ładna, to pewne: naturalna blondynka z czarnymi oczami, świetna figura, duży biust, długie nogi. I w łóżku sama pasja. Najpierw była chemia, ogień, nie było czasu, żeby się zastanawiać. Potem ciąża. No to wzięli ślub, jak należy.

Urodził się syn, Mateusz taki sam, jasnowłosy, z czarnymi oczami. Wszystko u nich było jak u innych. Pieluchy, kupki, pierwsze kroki, pierwsze słowa. I Jagoda zachowywała się zwyczajnie, rozczulała się nad maluchem, była taką zwyczajną młodą mamą.

Prawdziwa zmiana zaczęła się, gdy syn zrobił się nastolatkiem. Jagodę nagle wciągnęła fotografia. Wciąż coś pstrykała, zapisała się na jakieś kursy. Wiecznie z tym swoim aparatem.

Czego ci jeszcze potrzeba? dopytywał Paweł. Pracujesz jako prawniczka, pracuj.
Prawniczką, poprawiała go.
Dobra, niech ci będzie. Skup się lepiej na rodzinie, zamiast szwendać się Bóg wie gdzie.

Sam nie rozumiał, co go tak irytuje. Przecież Jagoda nigdy nie zaniedbała domu. Obiady ugotowane, w mieszkaniu porządek, naukę Mateusza ogarniała wracał po pracy, padał na kanapę przed telewizor, tak jak powinno być. Ale mimo wszystko coś Pawłowi przeszkadzało: żona gdzieś znika, tam, gdzie on nie ma pojęcia, nie ma dostępu. Jest niby, a jakby jej nie było. Nigdy razem nie oglądali telewizji, nic ciekawego nie komentowała, nie rozmawiała. Nakarmi i znowu nie z nim.

Ty jesteś moją żoną, czy nie? denerwował się Paweł, kiedy znowu zobaczył ją przed komputerem.

Jagoda milczała. Zamknęła się w sobie.

Uwielbiała jeszcze podróże do dziwnych, egzotycznych krajów. Brała urlop i ruszała z plecakiem i swoim aparatem. Paweł nie ufał temu wszystkiemu.

Pojedźmy do znajomych na działkę! Zrobili saunę, mają świetną domową śliwowicę. Zresztą, już czas mieć własny kawałek ziemi.
Jagoda odmawiała, zapraszała za to jego na wyjazdy. Raz spróbował nic dobrego! Wszędzie obcy ludzie, mówią niezrozumiałym językiem, jedzenie piekielnie ostre. Jemu nigdy nie zależało na widoczkach.

Jagoda zaczęła podróżować sama. Niedługo po tym rzuciła pracę.

A co z emeryturą? oburzał się Paweł. A w ogóle, co ty sobie wyobrażasz? Wielka artystka? Wiesz, ile forsy trzeba, żeby się przebić?

Jagoda nie odpowiedziała. Tylko raz, nieśmiało, podzieliła się:

Mam pierwszą wystawę. Moja własna.

Każdy ma dziś wystawę. Żadne to osiągnięcie, mruknął tylko Paweł.

Ale na wernisaż poszedł. Nic z tego nie rozumiał. Jakieś twarze, wcale nie piękne. Pomarszczone dłonie, mewy nad wodą. Dziwactwo, jak ona sama.

Wyśmiał ją wtedy. A ona… kupiła Pawłowi samochód. Proszę bardzo, jesteśmy rodziną, używaj. Sama nawet prawa jazdy nie zrobiła, jemu dała w prezencie. Zarobiła ze swoich zdjęć, biegała za zleceniami.

To wtedy zrobiło mu się nieswojo, aż strasznie. Co za stworzenie dziwne, zamiast żony? Skąd te pieniądze? Od facetów? Przecież niemożliwe, żeby na tym zabawie zarobić na auto. Może skok w bok? Nawet jeśli nie teraz, to na pewno kiedyś.

Próbował ją nauczyć rozumu tak lekko, spoliczkował ją. Chwyciła za kuchenny nóż, pocięła mu brzuch na ukos dwa szwy na brzuchu. Szczęście, że jej nie przyszło do głowy dźgnąć, histeryczka. Potem przepraszała. Ale Paweł już nigdy nie podniósł na nią ręki.

Uwielbiała koty. Pomagała wszystkim, zwoziła do domu, leczyła, szukała im nowych właścicieli. U nich zawsze były dwa koty naraz. Miłe, łagodne, ale przecież to nie ludzie! Jak można aż tak kochać zwierzęta, bardziej niż męża?

Pewnego razu jej kot zdechł, nie zdołała go uratować, zmarł jej na rękach, w klinice. Jagoda rozpaczała potwornie! Płakała, obwiniała siebie, piła koniak. Trwało to kilka dni. Pawłowi w końcu puściły nerwy, rzucił:

A może jeszcze żałobę po karaluchach odprawisz!

Napotkał ciężkie spojrzenie, zamilkł, wyszedł trzaskając drzwiami. Niech sobie robi, co chce.

Znajomi współczuli, przyjaciółki żony też stawały po stronie Pawła. Wszyscy mówili, że Jagoda zupełnie straciła kontakt z rzeczywistością. To wtedy znalazł pocieszenie u sąsiadki, która była przy okazji dawną koleżanką Jagody z dzieciństwa. Irena była o wiele prostsza ekspedientka, z kulturą nie miała nic wspólnego, zawsze chętna do rozmów i do seksu. Prawda, dużo piła, ale co z tego przecież nie miał zamiaru się z nią żenić…

Paweł czekał, aż Jagoda zauważy, zareaguje, zrobi awanturę, scenę zazdrości, połamie talerze. Wtedy on powie: A ty? Gdzie się szlajasz?. Potem sobie wszystko wybaczą i życie wróci do normy, a Irenę rzuci.

Ale Jagoda milczała. Patrzyła tylko nieprzyjaźnie. A w łóżku… wszystko się popsuło. Cała się kuliła, kiedy próbował ją dotknąć. Przeniosła się do oddzielnego pokoju.

Syn całkiem dorósł, skończył studia. Cały w matkę: czarne oczy, blond włosy i jakiś dziwny.
No to kiedy wnuki? dopytywał Paweł.
Mateusz tylko się śmiał: mówił, że najpierw chce czegoś dokonać w życiu, potem spotkać prawdziwą miłość, to i wnuki się pojawią, ojcze. Obcy, niezrozumiały. Całkiem matczyna krew. Jagoda i Mateusz zawsze dogadywali się bez słów. Paweł czuł się zbędny, aż mu ciarki przechodziły od tych czarnych oczu, których nie dało się odczytać. Szukał więc pocieszenia u Ireny.

I wtedy Jagoda się dowiedziała. Ktoś z sąsiadów powiedział. Paweł nawet się nie krył. Przyszedł któregoś dnia do domu, a żona siedzi przy stole, pali papierosa. I tak spokojnym szeptem:
Wyprowadź się. Wynoś się stąd!

A oczy czarne, podbite na niebiesko od zmęczenia.

Poszedł do Ireny. Czekał, że żona zadzwoni, poprosi o powrót. Po tygodniu przysłała na WhatsApp krótką wiadomość: musimy porozmawiać. Ucieszył się, wykąpał, nasmarował droższymi perfumami. Jagoda od progu:

Jutro idziemy do sądu złożyć papiery.

Potem wszystko jak we śnie: rozwód, papiery, podpisy, z mieszkania odpuścił swoją część, bo przecież było po jej rodzicach

I co teraz? Zostaniesz rozwódką? spytał z rozdrażnieniem przed urzędem. Chciał jeszcze dodać: Kto cię teraz zechce?, ale się powstrzymał.

Jagoda się uśmiechnęła pierwszy raz od lat, właśnie do niego, szeroko i szczerze:
Jadę do Gdańska. Zaproponowano mi tam duży projekt.

Przynajmniej mieszkania nie sprzedawaj poprosił bez sensu. Gdzie wrócisz?

Ja nie wrócę odpowiedziała spokojnie już była żona. Wiesz, już dawno kogoś kocham. Też fotograf, z Gdańska. Mamy mnóstwo wspólnych tematów. Ale przecież jestem mężatką, zdradzać nie zamierzałam, a rozwodzić się bez powodu Po prostu jesteśmy różni. Czy to powód do rozwodu?

Nie potwierdził Paweł.

A jednak się rozwiedliśmy, zaśmiała się Jagoda. Najpierw byłam zła, jak się dowiedziałam o Irenie. Ale potem pomyślałam: wyjdzie nam wszystkim na dobre. Ja będę szczęśliwa, ty też. Ożeń się z nią, niech wam się wiedzie.

I odeszła.

Nie ożenię się, powiedział Paweł w jej plecy.

Ale Jagoda już nie słyszała.

Od tamtej pory nie było od niej żadnych wieści. Tylko raz w roku krótka wiadomość na WhatsAppie: Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin! Zdrowia i szczęścia! Dziękuję za syna.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

dziewięć − 1 =

RÓŻNI LUDZIE Żona Igora była dla niego tajemnicą — piękna, prawdziwa blondynka o czarnych oczach, …