Nigdy nie lubiłam moich krewnych ze wsi. Zawsze zazdrościli moim rodzicom, ponieważ nie byliśmy biednymi ludźmi. Kiedy skończyłam szkołę i przeprowadziłam się do miasta, żartowali ze mnie i mówili nieprzyjemne rzeczy. Na przykład jeden z krewnych kiedyś powiedział mojej mamie, że jestem nieudacznikiem i nie dostanę się na żadne studia. Poszłam na uniwersytet i ukończyłam go z wyróżnieniem. Znalazłam prestiżową pracę, tam też spotkałam swoje przeznaczenie. Nie odwiedzałam wsi, ponieważ moich rodziców tam już nie było, a krewnych nie chciałam spotykać. Przed moimi urodzinami zadzwonił do mnie kuzyn. Oświadczył, że cała rodzina przyjedzie na uroczystość. Nie zapraszałam ich, ale nie mogłam im tego powiedzieć i odmówić.
Rano przygotowałam serniki, ale odmówili. Powiedzieli, że pójdą na spacer po mieście, a wieczorem przybędą na przyjęcie. Po tym jak wyszli, pobiegłam do sklepu. Kupiłam francuskiego szampana, krewetki, kawior, nie żałowałam pieniędzy na produkty. Chciałam ich zaskoczyć, ponieważ na wsi nie są przyzwyczajeni do takich luksusów. Przygotowałam piękny i drogi obrus na stół. Krewni przybyli, usiedli przy stole, ale mieli miny pełne rozczarowania. Nikt nie skosztował niczego.
– Coś jest nie tak? Próbowałam Was tylko uszczęśliwić, przygotowałem wszystko, co najsmaczniejsze i najciekawsze. Prawdopodobnie tego jeszcze nie próbowaliście. Zjedzcie sałatkę z krewetkami, jest przepyszna – powiedziałam.
– Czy nie było normalnego jedzenia? Jak byśmy wiedzieli, to sami byśmy mogli przynieść. Lepiej byłoby smażyć ziemniaki, niż niejasne jakieś mięso jeść. Czuję, że dziś będziemy głodni – powiedział wujek.
Starałam się nie wybuchnąć, ale nie udało mi się. Ze łzami w oczach poprosiłam ich, żeby wrócili do swojej wsi. Byli jeszcze bardziej oburzeni.
– Mogłaś po prostu wstać i usmażyć ziemniaki, a nie wyrzucać nas na ulicę o tej porze – odezwała się oburzona ciotka.
Ja już ich nie słyszałam, byłem obrażona, bo wydałam pieniądze i straciłam czas. Nie rozmawiam już z krewnymi.




