Mam młodszego brata, ale dzieli nas tylko rok różnicy. Z niewiadomych mi przyczyn to on był zawsze ubóstwiany, a mnie rodzice traktowali gorzej.
Przez większość czasu zajmowała się nami mama, bo tata pracował, często bywał w delegacjach i ogólnie nas utrzymywał. Mama ukochała sobie mojego brata, bo był młodszym dzieckiem, a tata po prostu zawsze marzył o tym, by mieć syna.
Mieszkaliśmy wtedy w dwupokojowym mieszkaniu. Kiedy byliśmy więksi, Leszek dostał swój pokój, a ja musiałam mieszkać w jednym pokoju z rodzicami. Nie miałam żadnej prywatności i bardzo zazdrościłam bratu, że ma własną przestrzeń, gdzie nikt mu nie przeskzadza i nie jest ciągle na widoku.
Sama zniszczyłam swoje szczęście. Teraz patrzę, jak rozpada mi się małżeństwo i nic nie mogę zrobić
Bratu pozwalano po prostu na wszystko i rodzice kupowali mu, co tylko chciał. Ja mogłam o tym tylko pomarzyć i podczas gdy on dostawał wymarzone przez siebie klocki lego, ja dostawałam tylko kredki albo małego misia. Nikt się mnią nie przejmował i nie zwracał na mnie uwagi, bo całą uwagę poświęcano ukochanemu synkowi, a nie mnie. Tak żyliśmy wiele lat, a potem, gdy dorośliśmy, cały majątek rodziców został przepisany na brata. Tak, rodzice mieli prawo do tego, by rozporządzać swoją własnością, ale nie rozumiem, dlaczego w ogóle nie wzięli mnie pod uwagę ani teraz, ani wcześniej.
Wyjechałam do innego miasta po szkole średniej, gdzie rozpoczęłam studia i dostałam pracę na pół etatu, abym mogła się jakoś utrzymać w obcym mieście. Później wyszłam za mąż i urodziłam dziecko, budując powoli w końcu normalne życie.
Potem rodzice zadzwonili do mnie i powiedzieli, że nie mają już gdzie mieszkać. Okazało się, że Leszek wyrzucił ich z mieszkania, ponieważ jego nowa dziewczyna była przeciwna mieszkaniu z przyszłymi teściami pod jednym dachem. Nie zamierzałam ich przyjmować do siebie bo wiedziałam, że będą się rządzić mimo, że nie będą u siebie, dlatego zaproponowałam, że pomogę im w wynajmie mieszkania. Oni jednak nazwali mnie niewdzięczną i obrazili się na mnie. Nie mam z nimi już kontaktu. Szczerze mówiąc nie wiem, co dalej robić, bo trochę mi ich żal, ale nie chcę robić tego tak, jak oni chcą.



