Moi rodzice i rodzice mojego męża są bardzo podobni w swoich zasadach i charakterze. Rodzice męża mają trzy mieszkania, które wynajmują. A w czwartym mieszkaniu sami mieszkają. Ciągle mówią synowi, że powinien sam zarobić na własne mieszkaniu, tak jak oni zrobili to w swoim czasie. Tylko tutaj najwyraźniej nie rozumieją, że wcześniej państwo dawało mieszkania chociażby za pracę w danej fabryce, a w dzisiejszych czasach większość ludzi musi pracować na mieszkanie przez pół życia.
Moi rodzice mieszkają w dwupokojowym mieszkaniu, a babcia zmarła 10 lat temu i zostawiła po sobie mieszkanie. Jej mieszkanie było na mnie przepisane, ale byłam dzieckiem i do 18 roku życia nie mogłam nim rozporządzać, dlatego w tym czasie rodzice postanowili ją wynająć. A teraz, kiedy mam 23 lata i już tmam własną rodzinę, potrzebuję tego mieszkania, a rodzice wciąż mi odmawiają. Są przyzwyczajeni do tego, że co miesiąc pieniądze od lokatorów przychodzą na ich konto i nie chcą, aby to się skończyło. Z mężem kupiliśmy sobie w końcu dwupokojowe mieszkanie za wszystkie oszczędności. Niestety, potem zaszłam w ciążę i poszłam na urlop macierzyński, było nam ciężko. Mąż dawał z siebie wszystko w pracy, dzięki czemu dawało mu się zapłacić za czynsz, ratę kredytu, jedzenie i witaminy dla mnie. Ledwo na wszystko starczało.
Rozumiem, jakie to dla niego trudne. Jednocześnie bardzo boli mnie co tydzień pomaganie mamie w wyborze dla niej nowej drogiej sukienki lub bluzki, podczas gdy nawet nie mam wystarczającej ilości pieniędzy na jabłka. A rodzice męża sugerują nam, że nadszedł ich czas i że teraz chcą podróżować na starość. Rodzice wiedzą, że nie jest nam łatwo. Widzą, że mąż ledwo wiąże koniec z końcem, aby opłacić wszystko. Nigdy nawet nie zaoferowali swojej pomocy ani nie udostępnili nam jednego z mieszkań. Czuję się z tego powodu bardzo zraniona. W końcu rodzice powinni zawsze być blisko dzieci i wspierać je, niezależnie od wieku.
