Nie lubię mówić ludziom, że wychowałem się w domu dziecka i że nie mam rodziny. Wtedy zawsze zaczynają się głupie pytania o moje życie, jak do tej pory sobie radziłem, ale też o to, jak wyobrażam sobie przyszłość. Szczerze mówiąc jeszcze do niedawna nie miałem żadnych planów na przyszłość i żyłem z dnia na dzień.
W tym roku, kilka dni przed Wigilią, koleżanki i koledzy z pracy zaczęli mówić, w jakim gronie się spotkają, kto dokąd pojedzie, co będzie na świątecznym stole. Kiedy ktoś z nich zadał mi pytanie o to samo too powiedziałem, że zgodnie z moją tradycją nigdzie się nie wybieram i niczego nie gotuję. Wszyscy oczywiście byli w niezwykłym szoku.
Święta traktuję jak zwykły dzień. Albo robię sobie puree ziemniaczane i kotleta, albo jakąś zupę, czasami, kiedy naprawdę mam więcej czasu i ochoty, to gotuję barszcz albo robię pierogi. Tym razem jednak nie chciało mi się niczego robić i kupiłem gotowe dania w supermarkecie oraz wino na wieczór. Ot, to miało być całe moje świętowanie.
Kiedy tak moi współpracownicy milczeli zszokowani, jedna z nowych koleżanek w pracy powiedziała, że chętnie zaprosi mnie do siebie na kolację wigilijną, abym nie musiał tego wieczoru spędzać w samotności. Zaczęła opowiadać, że będzie miała mnóstwo jedzenia: przeróżne sałatki, kilka rodzajów ciast i pierogów. Potem możemy wspólnie pośpiewać kolędy albo iść na pasterkę, jak wolę.
W sumie zrobiło mi się miło i zgodziłem się, bo nikt wcześniej mnie nie zaprosił do siebie w taki dzień. Kupiłem ciasto, przyniosłem drobne upominki i owoce. Nie wiedziałem, ile osób tam będzie, więc wziąłem całe ciasto, aby wystarczyło dla wszystkich. Byłem trochę zmieszany, bo tak naprawdę nie wiedziałem, jak dokładnie obchodzi się święta.
Przyszedłem do koleżanki i nikogo tam nie było prócz mnie. W kuchni stał stół, a na nim były niedogotowane ziemniaki i dwie sałatki. Pierogi nie były domowe, tylko gdzieś kupione, bo widziałem w koszu na śmieci opakowanie po nich. Siedzieliśmy tak przez godzinę, czekaliśmy na innych, ale nikt nie przyszedł. Potem zdałem sobie sprawę, że to dlatego, iż nikt inny nie był zaproszony i z jej strony to była na mnie pułapka.
Mimo wszystko bardzo miła, bo spędziliśmy ten czas bardzo przyjemnie i nie żałuję, że dałem się złapać w tę zasadzkę. Teraz już też wiem, że nie spędzę chociaż świąt i Sylwestra sam jak zwykle.
