Kilka miesięcy temu koleżanka z pracy pożaliła mi się, że podejrzewa, iż jej mąż ją zdradza. Dowiedziała się o tym, jak znalazła wyciąg bankowy z konta męża, na którym widać było, że robił zakupy w sklepach jubilerskich, opłacał hotele i różne wyjazdy. Ona niczego od niego nie dostała, nigdzie jej nie zabierał, więc jedyną opcją było to, iż ją musiał zacząć zdradzać.
Koleżanka zaczęła sprawdzać swojego męża, wręcz go inwigilować, ale to nie przyniosło żadnego skutku. Po miesiącu takiego śledztwa dalej nie wiedziała, kim jest kochanka jej męża. W końcu jednak srebrny łańcuszek pozwolił jej rozwiązać tę zagadkę.
Leniwy mąż uznał, że nie będzie się przemęczał i kupił komplet biżuterii, na który składały się pierścionek i łańcuszek. Pierścionek podarował żonie, a łańcuszek kochance.
Ale nie wiedział, że kupił zestaw, który jego żona widziała już dawno temu, sprawdziła go i wiedziała, że nie można kupić osobno pierścionka, a w zestawie był łańcuszek.
Wtedy domyśliła się, jak odnaleźć kochankę męża.
Sprawa okazała się być banalna i kochanką męża okazała się sekretarka, która później, jak się okazało, nawet nie żałowała swojego czynu i miała gdzieś to, że facet jest żonaty. Liczyła na awans, dla którego gotowa była zrobić wszystko.
Koleżanka nie potrafiła wybaczyć mężowi zdrady. Zażądała rozwodu, wpadła w depresję, czuła się niechciana i oszukana. Starałam się ją pocieszać, jak mogłam. Jej mąż tymczasem, bez żadnych wyrzutów sumienia, układał sobie życie z sekretarką.
Moja koleżanka zaczęła się zastanawiać, czy dobrze zrobiła. Może powinna wybaczyć mężowi zdradę, próbować ratować małżeństwo. Macie podobne doświadczenia? Czy warto wybaczyć zdradę? Czy można jeszcze odbudować utracone zaufanie?


