Na początku trochę marudzenia i użalania się nad sobą: ostatnio pracowałam po 12 godzin. Naprawdę w domu może byłam na kilka godzin, bo do tych 12 godzin snu warto dodać czas dojazdu z i do pracy, czyli jeszcze 3h, tak naprawdę dla siebie miałam zaledwie 8h, czyli tyle, ile powinno się spać.
Byłam naprawdę bardzo zmęczona, ale projekty nie zrobią się same. Z przemęczenia miałam migreny, które nie dawały mi zasnąć i zaklęty krąg się zamykał – byłam wciąż zmęczona i przepracowana. W wyniku tego wszystkiego bywało, że nie spałam nawet po kilka nocy.
Znajoma z pracy powiedziała mi, że bardzo mnie rozumie i ona od dawna zasypia dzięki wypiciu lampki wina przed położeniem się do łóżka. Tego samego wieczoru w drodze do domu kupiłam butelkę półsłodkiego wina. Z powodu zmęczenia wino uderzyło mi do głowy już po pierwszym kieliszku. Poczułam się znużona i senna i… w końcu przespałam całą noc! Rano, gdy się obudziłam, miałam dużo siły i energii. Od tamtego dnia wszystko się zaczęło.
Na początku wystarczył mi jeden kieliszek, potem dwa. Bardzo szybko musiałam już pić trzy kieliszki wina i jak wiadomo, „apetyt rośnie w miarę jedzenia” , więc po trzych miesiącach musiałam wypić przed snem pół butelki, żeby coś poczuć. Rano zresztą budziłam się jakaś zmęczona i pierwszą moją myślą było sięgnięcie po butelkę. W dodatku koleżanki z pracy zaczęły narzekać, że coraz bardziej śmierdzi ode mnie alkoholem.
Potem wino przestało mi już pomagać w wysypianiu się. Zaczęłam z dnia na dzień czuć się znacznie gorzej, cały czas myślałam tylko o piciu. Puchłam, wyglądałam na jeszcze bardziej zmęczoną, niż byłam, nie mogłam się na niczym skupić. Nie wiem, jakim cudem udało mi się z tego wyrwać, ale kiedy byłam już prawie na dnie pomyślałam, że muszę to przerwać.
Przestałam w końcu pić, bo poszłam na terapię. Kiedy teraz o tym myślę, to wstyd mi. Jak można tak szybko zmienić się w alkoholiczkę?
Wzięłam urlop w pracy na dwa tygodnie i zaczęła porządkować swoje życie. Zaczęłam od mieszkania, bo wiecznie podpita całkowicie je zaniedbałam na tyle, że cztery dni sprzątałam, myłam, odkurzałam. Przez te dwa tygodnie było mi bardzo ciężko, bo mimo, że starałam się doprowadzić do porządku, to bardzo chciałam się napić. To było tak silne, że naprawdę bardzo musiałam ze sobą walczyć.
Koleżanki po tym moim urlopie powiedziały mi, że wyglądam lepiej, ale jakaś jestem nie w sosie. Cały czas jestem z czegoś niezadowolona, a wcześniej byłam zabawna. Oczywiście, że tak, bo nie mam się z czego cieszyć, prawie wpadłam w ciężki alkoholizm…
Chcę zmienić pracę, bo znowu mam dużo obowiązków, nie mam kiedy odpocząć. Wydaje mi się, że trzeba było to zrobić jeszcze wcześniej, zanim zmęczenie zaczęłam topić w winie. Mam nadzieję, że nie zawiodę siebie ponownie…
