Wynajmujemy z mężem mieszkanie od 8 lat. Nie możemy kupić póki co własnego lokum. Liczyliśmy na mieszkanie po babci, ale po urodzeniu córki doszło między nami do kłótni.
Teściowa nie była zbyt zadowolona z narodzin wnuczki, od początku mówiła, że marzy o wnuku. Nie obrażałam się na nią, bo myślałam, że z czasem jej przejdzie, ale później było tylko gorzej.
Matka mojego męża nie dogadywała się ze swoją teściową od pierwszego dnia, kiedy się poznały. Mieszkały razem pod jednym dachem przez pięć lat, a potem zaczęli mieszkać osobno i prawie nie utrzymywały ze sobą kontaktu. Teraz babcia mojego męża ma 79 lat. Teść zawsze jej pomagał. Spodziewaliśmy się, że staruszka przepisze w spadku swoje mieszkanie swojemu wnukowi, czyli mojemu mężowi. Jej mieszkanie składało się z trzech pokoi i ogólnie było bardzo przestronne, więc w zasadzie od razu się do niej wprowadziliśmy. Uznaliśmy, że pomieścimy się wszyscy pod jednym dachem i na pewno jakoś się dogadamy.
Przez pierwsze miesiące wszystko było super, zastanawiałam się nawet dlaczego moja teściowa tak bardzo nie lubi swojej teściowej. Kupowaliśmy jedzenie, sprzątaliśmy, a staruszka gotowała. Miło było obudzić się w weekend, kiedy śniadanie było już na stole. Gdy zaszłam w ciążę, babcia męża była taka szczęśliwa! Powtarzała, że pomoże przy dziecku, a my wierzyliśmy, że tak będzie.
Tuż przed porodem staruszka powiedziała, że musimy porozmawiać. Powiedziała, że sporządzi testament na naszą korzyść, przepisując na nas mieszkanie. To było o tyle ważne, że ma jeszcze córkę z pierwszego małżeństwa, która od dawna mieszka za granicą. Wszyscy wiedzieli, że ani ona, ani jej dzieci nie powinni mieć żadnych praw do tego mieszkania. Staruszka powiedziała, że przekaże nam mieszkanie, ale pod jednym warunkiem – musimy dać naszej córce imię po niej!
To nie tak, że nie podoba mi się imię Marcjanna, ale już dawno temu zdecydowałam, że chcę, aby moja córka nosiła imię po mojej niedawno zmarłej matce, czyli Urszula. Nie chciałam się do niczego zmuszać, więc od od razu powiedziałam o swojej decyzji, a staruszka wstała i po cichu wyszła z pokoju. Rano mąż powiedział, że musimy szukać mieszkania, bo babcia nie chce mieszkać z małym dzieckiem pod jednym dachem. Nagle stwierdziła, że nie będzie miała siły, by słuchać płaczu dziecka i na pewno nam nie pomoże.
Nasi teściowie powiedzieli wtedy, że możemy zamieszkać u nich, ale odmówiliśmy, ponieważ mieszkają na trzydziestu dwóch metrach kwadratowych, więc byłoby nam wszystkim za ciasno. Poza tym teściowa nie jest mi zbyt przychylna, więc atmosfera nie byłaby zbyt miła. Mieszkamy więc w wynajętym mieszkaniu. Babcia mojego męża przestała odzywać się do kogokolwiek z rodziny po tej rozmowie. Nie wiem, komu zostawi swoje mieszkanie, ale bardzo wątpię, że nam.



