Pochodzę z dobrej rodziny, więc z moim mężem, żyliśmy o wiele lepiej, niż jego rodzina. Niestety, matka mojego męża, Walentyna, nie mogła zaakceptować tego, że poślubiając mnie, jakość życia jej syna, znacznie się poprawiła. W przeciwieństwie do teściowej, z młodsza siostrą męża, Olą, zaprzyjaźniłyśmy się. Razem chodziłyśmy na zakupy i uczęszczałyśmy na zajęcia fitness. Powiedzmy, że ją sponsorowałam. Nie miałam nic przeciwko – cieszyłam się, że mogę uszczęśliwić siostrę męża. Kiedy dowiedziałam się, że wkrótce zostanę matką, przestałam spędzać ze szwagierką tyle czasu i zaczęłyśmy się od siebie oddalać. Jej propozycje wyjścia na miasto, czy zrobienia zakupów, były w tym stanie coraz częściej odrzucane. Mój tato załatwił mężowi pracę u siebie w firmie. Jest pracoholikiem i wymagał od swojego pracownika, pełnego zaangażowania. Mój mąż, rzadko miał wolne weekendy, w większości przypadków tylko wtedy, gdy zadzwoniłam do taty i zrobiłam o to awanturę. Kiedy w końcu dziecko przyszło na świat, odetchnęłam z ulgą i postanowiłam zatrudnić nianię do pomocy.
Po przeszukaniu kilku kandydatek wysłanych przez agencję rekrutacyjną, nie znalazłem odpowiedniej dla mnie kobiety. Kiedy Ola usłyszała o moich poszukiwaniach, zaproponowała swoją kandydaturę, bo właśnie szukała pracy. Mam do niej dobre nastawienie, ale jest osobą nieodpowiedzialną. Pozostawienie włączonego żelazka, zapomnienie o czajniku na kuchence, niezabranie ze sobą pieniędzy – to właśnie idealny przykład osoby roztargnionej. Odmówiłam jej, łagodząc sytuację prezentem. Ola, poważnie obrażona moją odmową, dołączyła do Walentyny w nienawiści do mnie. Kiedy Milenka, nasza córka, miała dwa lata, mąż poprosił o urlop, pierwszy raz od kilku lat, pracując dla mojego ojca. Tato, zgrzytając zębami, wypuścił zięcia, którego wyszkolił na swojego asystenta i któremu chciał przekazać swój biznes. Niania odmówiła wyjazdu z nami i postanowiliśmy zostawić dziecko w domu. Mąż zatelefonował do swojej matki, a ta zgodziła się zostać u nas na kilka tygodni, by zaopiekować się wnuczką.
Kiedy po podróży wróciliśmy do domu, w domu panował porządek, a moja córka była zachwycona czasem spędzonym z babcią. Walentyna była nawet w stosunku do mnie bardzo uprzejma. Wezwaliśmy jej taksówkę i pojechała do domu. Okazało się, że kiedy nas nie było, przyszła do nas Ola. Dowiedziałam się o tym, kiedy wpadłam w furię z powodu zaginionego diamentowego kolczyka. Mężczyzna zatelefonował do swojej matki i zapytał, czy widziała kolczyk.
– Przyszła Olusia, a Milenka znalazła pudełko z biżuterią i bawiły się, ale kiedy zobaczyłam tę nieścisłość, kazałam im odłożyć wszystko na swoje miejsce. – Powiedziała teściowa.
Przeszukałem cały dom w poszukiwaniu zaginionego kolczyka. Mąż uspokoił mnie: „Znajdzie się, nie martw się, moja mama i siostra nie mogły go zabrać.” Ale ja mu nie wierzyłam. Ostatnie wątpliwości zniknęły jednak, gdy Ola zamieściła na Instagramie zdjęcie z ostatnim iPhonem w rękach. Od razu zorientowałam się, że ukradła mi kolczyk.
Sam zestaw kosztował ponad trzy tysiące – para kolczyków i pierścionek zaręczynowy – był to prezent na 20 urodziny od moich rodziców. Wsiadłam do samochodu, wsadziłam do niego córeczkę i pojechałam do Oli. Zrobiłam jej straszną scenę, rozbiłam telefon i skarciłam ją od stóp do głów, grożąc, że doniosę na nią, jeśli nie odda mi kolczyka. Ola przysięgała, że nie wzięła, a telefon dał jej mój mąż, ale nie uwierzyłam jej. Mąż natomiast potwierdził prezent, ale nie chciałam mu wierzyć, a w jego słowach utwierdzało mnie przekonanie, że kryje swoją siostrę. Wypędziłam go z domu i namówiłam ojca do zwolnienia. Mężczyzna złożył wniosek o rozwód.
Kolczyk przyniosła mi niania, miesiąc po tym, jak wszystko się wydarzyło. Był w pudełku po kinder jajku, w zabawkach Milenki. Złapałam się za głowę – co ja zrobiłam? Zadzwoniłam do męża i poprosiłam o spotkanie. Powiedział, że nie mamy o czym rozmawiać, jeśli nie chodzi o Milę.
Zaczęłam przepraszać, ale on tylko chichotał: „Wiedziałem, że Twój kolczyk jest gdzieś w domu. Cieszę się, że go znalazłaś i odłożył słuchawkę”. Pojechałam do Oli, prosiłam ją o wybaczenie, prosiłam też, żeby porozmawiała z bratem, żeby mi wybaczył.
– Jak mogę, Wasza Wysokość? Czy my zwykli śmiertelnicy, jesteśmy godni, aby z Tobą rozmawiać? Odejdź! – Ola roześmiała się i wyrzuciła mnie z domu.
Moi rodzice mówili, że to wszystko moja wina i że w tej sprawie mi nie pomogą. Nie wiem co robić, kocham swojego męża, żałuję za swoje oskarżenia. W końcu każdy ma prawo do popełnienia błędu. Dopiero Walentyna zadzwoniła do mnie i dodała mi otuchy: „Daj im czas, sprawiłaś im wielką przykrość. Nie martw się, wszystko się ułoży. Jesteś dobrą osobą, tylko trochę impulsywną. Pozwól im ostygnąć z emocji.”
Teraz siedzę i czekam, aż trochę zapomną, ale myślę, że nigdy mi nie wybaczą. Mężczyzna nie zrezygnował z rozwodu. Jestem zdesperowana. Właśnie sobie pomyślałam, że nigdy nie kupiliśmy Milence Kinder niespodzianki.



