Po ukończeniu szkoły co roku naszą paczką spotykaliśmy się z przyjaciółmi nad jeziorem. Ta nasza tradycja trwała 42 lata i sam wyczekiwałem jej co roku z taką samą ekscytacją. To były naprawdę piękne dni. Graliśmy na gitarze, śpiewaliśmy wspólnie piosenki, bawiliśmy się i rozmawialiśmy o tym, co teraz dzieje się w naszym życiu, ale także wspominaliśmy dawne czasy.
Na samym początku było nas siedmioro. Trzymaliśmy się taką paczką od pierwszej klasy liceum i już po pierwszym roku wspólnej nauki poprzysięgliśmy sobie, że będziemy się co roku spotykać nawet po zakończeniu szkoły. Wybraliśmy na miejsce spotkań to jezioro, nad którym już w czasie liceum spotykaliśmy się od kwietnia aż do początku października. Jak postanowiliśmy, tak też zrobiliśmy. Zdarzało się czasami tak, że kogoś raz nie było z powodu choroby, ale już w kolejnym roku zbieraliśmy się nad jeziorem pełnym składem.
W 2002 roku nie było Radka. Nie był chory, zginął na wojnie w Afganistanie. Był wojskowym i go tam wysłali, chociaż wcale nie chciał. Zostało nas sześcioro.
W 2006 roku zabrakło Mirka. On był chory, ale na tę okrutną chorobę, która wykańcza człowieka. Zmarł na raka. Tym sposobem zostało nas pięcioro.
W 2012 roku zaginął Aleks, ot tak. Wyszedł z mieszkania i nigdy do niego nie wrócił, nikt go nie widział, nikt o nim nic nie słyszał. Od tego czasu ani my, ani krewni nie mamy z nim kontaktu. Pozostało nas czworo.
W zeszłym roku zmarł Waldek, popełnił samobójstwo. Po rozwodzie z żoną całkowicie się załamał i nie mógł poradzić sobie z życiem bez ukochanej. Zostało nas trzech.
Kto by pomyślał, że minie trochę czasu i nie będzie już nikogo, kto przyjedzie nad jezioro. W tym roku pożegnałem na pogrzebie Roberta i Marka, jeden zmarł na zawał, a drugiego wykończył także rak.
Po tym wszystkim została mi tylko gitara. Nie wiem, czy w przyszłym roku warto wybrać się nad jezioro z samą gitarą… Chociaż naprawdę nie chce się spędzać nocy sam na sam z gitarą i z duchami z przeszłości. Samemu ciężko śpiewać i cieszyć się życiem, tym bardziej że ostatnio zdiagnozowali u mnie guzek… Nie wiem, co będzie dalej, ale wiem, wiem jednak, jak życie jest bardzo kruche. Teraz już wiem…

