Przestałam rozdawać rzeczy za darmo…

Pewnego dnia, postanowiłam oddać swoją sukienkę za darmo. W ogłoszeniu umieściłem następujące informacje:

„Oddam sukienkę za darmo. Rozmiar 38/M, kolor różowy, ubrana tylko kilka razy, z boku talii jest mała plamka. Odbiór własny i czyszczenie chemiczne na koszt kupującego. Sukienka została kupiona za 300 złotych, z dołączoną metką.”

Już po pół godzinie, telefon zaczął dzwonić, a na poczcie e-mail, zbierały się wiadomości. Chętnych nie brakowało, ale wszyscy chcieli, żebym sama dostarczyła im sukienkę. Nie prowadziłam z nimi negocjacji i nie odpowiadałam na wiadomości.

Udało mi się jednak wynegocjować z jedną dziewczyną, że sama odbierze sukienkę. Była zadowolona ze wszystkiego: koloru, fasonu i rozmiaru.

Ogłoszenie z sukienką usunęłam, gdyż miałam już chętną osobę.

Umówiłyśmy się na mieście. Czekałam przez około czterdzieści minut, mając nadzieję, że dziewczyna się pojawi, ale nawet nie odebrała telefonu. Dzwoniłam i pisałam do niej, ale nigdy nie odpowiedziała, choć czytała wiadomości.

Następnego dnia, ponownie opublikowałam swoje ogłoszenie z sukienką i właśnie wtedy, dziewczyna się „obudziła”.

Zaczęła mnie przepraszać, że nie mogła przyjść po sukienkę. Była tak zajęta, że nie mogła nawet odpowiadać na moje telefony i SMS-y.

Sukienka bardzo jej się podobała, ale nie mogła przyjść. Powiedziała, że ona naprawdę potrzebuje tej sukienki, więc gdybym mogła, przywiozłabym jej ją sama.

Od razu pomyślałam, że coś tu jest nie tak, ale zgodziłam się, byłam po prostu ciekawa.

Zanim jednak skontaktowała się wczorajsza kupująca, byłam już umówiona z inną dziewczyną, która była gotowa przyjechać „od zaraz”, aby odebrać sukienkę. Napisałam jej SMS-a, że pojawił się pierwszy kupiec i chce tę sukienkę. Jeśli nie będzie chciała jej przyjąć, to wtedy oddam ją w jej ręce.

Dziewczynie, która nie przyszła odebrać sukienki, napisałam, że jeśli i tym razem jej nie odbierze, to oddam ją komuś innemu.

Znowu czekałam na nią przez godzinę, ale nikt nie przyszedł. Ponownie nie odpowiadała na telefony i wiadomości.

Odbiło mi i zadzwoniłam do drugiej chętnej dziewczyny. Powiedziałam, że ma przyjść po sukienkę i ciągu 20 minut, znalazła się koło mnie i zaczęła oglądać ubranie.

– A co to za plama?

Pokazałam jej moje ogłoszenie na stronie internetowej, w którym jest wszystko o plamie i są zdjęcia.

– Czy nie mogłaś oddać jej do pralni chemicznej przed zamieszczeniem ogłoszenia?

Powiedziałam jej, że oddaję sukienkę za darmo, więc nie oddałam jej do pralni chemicznej. Ponownie wskazała palcem na ogłoszenie, w którym było napisane, że pranie chemiczne odbywa się na koszt kupującego.

Reszta jej propozycji po prostu mnie „zabiła”:

– Nie stać mnie teraz na pralnię chemiczną. Może mi na nią dasz?

W rezultacie, wróciłam do domu z sukienką.

Następnego dnia, ponownie zmieniłam treść ogłoszenia z „oodam za darmo” na „sprzedam”. Cenę ustaliłam na 60 złotych.

Jeszcze tego samego dnia, znalazłam kupca. Pieniądze zostały przelane, a wieczorem przyjechali po sukienkę. Nie było też żadnych skarg na plamy.

 

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

trzy × cztery =

Przestałam rozdawać rzeczy za darmo…