Prowadziłem autobus, kiedy usłyszałem kłótnię między pasażerami. Tamta sytuacja zapadła na długo w mojej pamięci.

Jestem kierowcą autobusu od piętnastu lat i czasem jestem świadkiem nietypowych sytuacji. Piękny, słoneczny, sobotni poranek zapowiadał się bardzo spokojnie, jednak sytuacja szybko się zmieniła.

– Czy może Pani wziąć swoje dziecko na kolana? To moje miejsce! – powiedziała otyła kobieta koło pięćdziesiątki do młodej matki.

Dziewczyna odparła, że jadą daleko, do innego miasta oddalonego o ponad trzydzieści kilometrów. Zawoziła swojego synka do babci. Chłopiec miał pięć lat, ale wyglądał na starszego. Był duży i ciężki na swój wiek, więc dowiedziałem się, że mimo iż chłopcu jeszcze bilet na przejazd nie jest potrzeby, to rodzice zawsze wykupują mu osobne miejsce, dla komfortu jazdy. Młoda kobieta wyjaśniała wszystko łagodnym i spokojnym głosem, chcąc załagodzić wzburzenie pasażerki, jednak bez większych rezultatów.

Mama i chłopiec wsiedli na pierwszym przystanku mojej czterdziesto kilometrowej trasy i usiedli zaraz za fotelem kierowcy. Dziecko obok okna a kobieta przy wejściu. W trakcie drogi, na jednym z przystanków wsiadła do pojazdu kobieta, którą niestety znałem, ponieważ kilka razy kłóciła się z pasażerami autobusu o różne głupoty. Owa Pani miała sporą nadwagę i z trudnością wsiadła do autobusu. Za matką z dzieckiem było jeszcze kilka miejsc siedzących, więc było dość miejsca dla wszystkich.

– Może Pani posadzić chłopca na swoich kolanach? – usłyszałem głos pięćdziesięciolatki.

Usłuszałem również wyjaśnienia jakie zaczęła składac matka, że syn ma wykupione własne miejsce w autobusie i że chce siedziec przy oknie, oraz, że nie ma zamiaru sadzać go sobie na kolanach, bo do celu zostało sporo kilometrów, a chłopiec jest duży i ciężki.

Wtrąciłem się w rozmowę i powiedziałem kobiecie, że może usiąść na innym miejscu, ponieważ zostało jeszcze kilka wolnych. Mruknęła pod nosem, że ciężko jej się poruszać i dziewczyna powinna zwolnić miejsce, ponieważ ona zawsze w drodze do pracy zajmuje fotel przy tym oknie.

Matka nie ustąpiła miejsca, a ja wjechałem na autostradę i zacząłem przyspieszać. Kobieta zaczęła się chwiać, ale wciąż nie zajmowała innego miejsca, bo wciąż miała nadzieję, że dziewczyna się ugnie pod jej bezsensownym żądaniem. Stała obok matki i dziecka, dyszała, opierała się ciałem o o ramię młodej kobiety. Starałem się nie zwracać na nią uwagi, jednak jej zachowanie coraz bardziej mnie irytowało.

– Weźmiesz to dziecko na kolana czy nie? Nie rozumiesz, że muszę usiąść? – wrzasnęła w końcu na bezbronną matkę.

Gotowało się we mnie, lecz spokojnym tonem odpowiedziałem kolejny raz, że jest sporo wolnych miejsc i kobieta swobodnie może usiąść i odpocząć gdziekolwiek!

Reszta pasażerów na początku nie zwracała uwagi na zaistniałą sytuację , ale po chwili dotarły do mnie głosy ludzi, którzy kazali usiąść kobiecie i przestać się awanturować. W autobusie zrobiło się zamieszanie i wtedy gwałtownie zahamowałem. Wziąłem zakupy kobiety i wyniosłem z autobusu. Awanturniczkę natomiast, wyprowadziłem z pojazdu. Oszołomiona i rozhisteryzowana kobieta nie zdążyła zareagować, bo sprawnym ruchem wsiadłem z powrotem za kierownicę, i odjechałem. W autobusie zapanowała cisza jak makiem zasiał, a po chwili rozległy się pojedyncze brawa. Za moment klaskał już cały autobus podziwiając moją reakcję. Rozbawiony przyznałem, że dobrze znam kobietę i to nie pierwszy jej wybryk. Może ta sytuacja da owej Pani do myślenia, że warto okazać drugiemu człowiekowi więcej zrozumienia.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

dwa × 3 =

Prowadziłem autobus, kiedy usłyszałem kłótnię między pasażerami. Tamta sytuacja zapadła na długo w mojej pamięci.