Mam 61 lat, a moja siostra jest o cztery lata starsza. Ćwierć wieku temu, kiedy pojawiła się kwestia dziedziczenia mieszkań, zgodziłyśmy się, że trzypokojowe mieszkanie naszych rodziców (znadujące się w centrum miasta, w w wieżowcu z windą) trafi do niej. Miała córkę, pannę na wydaniu, a jej mężowi stamtąd było blisko do pracy. Ja z kolei miałam zajmować się babcią i odziedziczyć po niej dwupokojowe mieszkanie w powojennej kamienicy.
Tak też się stało. Siostra wydała córkę za mąż, a potem pomagała jej w opiece nad wnukiem. Ja z kolei opiekowałam się babcią do śmierci, a po tym, jak odeszła, zaczęłam doprowadzać jej mieszkanie do porządku. Dokonałam gruntownego remontu, wymieniłam nawet całą instalację wodno-kanalizacyjna i elektryczną. Wszystko naprawdę zostało wykończone na błysk i w końcu można było tutaj zacząć mieszkać.
Siedem lat temu poznałam pewnego mężczyznę, z którym się związałam i do niego przeprowadziłam – miał on duży dom na przedmieściach, więc wybór, u kogo zamieszkamy był prosty. Kilka miesięcy po mojej wyprowadzce z mieszkania po babci przyszła do nas moja siostra z mężem. Poprosili o to, abym pozwoliła im się przenieść do mojego mieszkania. Powiedzieli, że córka znów jest w ciąży i lepiej będzie im mieszkać we czworo w trzypokojowym mieszkaniu, niż gdyby mieli tam mieszkać w sześcioro, a skoro moje mieszkanie i tak stoi puste, to chętnie z tego skorzystają. Obiecali też, że to chwilowa sytuacja i kiedy tylko sprzedadzą działkę, garaż i jeden z samochodów, kupią mieszkanie i wyprowadzą się z mojego.
Koleżanki z pracy obgadują mnie za moimi plecami. Dowiedziałam się o tym w dość nietypowy sposób
Zgodziłam się, a oni przeprowadzili się do mojego mieszkania. Mój związek z Frankiem nie przetrwał i rozstaliśmy się, wróciłam więc od siebie. Niestety, moja siostra z mężem nie chcą się ode mnie wyprowadzać i nie za bardzo mają gdzie oraz jak. Szwagier ma już 70 lat, jest schorowany, a do swojego mieszkania nie mogą wrócić, bo ich córka ma już troje dzieci. Nie udało im się sprzedać działki, samochodu i domu po korzystnej cenie, przez co wciąż nie stać ich na mieszkanie.
Moja siostra zapytała, czy zgodzę się zamieszkać u nich w domku na działce. Domek jest mały, ale ocieplany. Powiedzieli, że dadzą mi samochód do jazdy, garaż też byłby do mojej dyspozycji. Co miałam zrobić? Im też byłó ciężko, więc postnowiłam im pomóc. Zamieszkałam więc w domku na działce, ale to nie życie, a wegetacja.
Domek ma jakieś 20 metrów kwadratowych, toaleta jest na zewnątrz, a wodę muszę czerpać ze studni. Do sklepu mam 5 km, ale i tak w nim nic nie ma i muszę robić zakupy w sklepie. Nie wiem, ile tak jeszcze wytrzymam, ale też nie wiem, co dalej robić. Przecież nie wyrzucę siostry z mężem z mieszkania, bo gdzie niby pójdą?
Jej córka ma już drugiego męża, a teraz razem myślą o kolejnym dziecku, już jej czwartym. Ja ledwo już żyję, bo takie egzystowanie jest bardzo męczące. Wynajęłabym chociaż jakąś kawalerkę, ale nie stać mnie z mojej marnej emerytury.



