Już drugi rok jestem na urlopie macierzyńskim, wychowuję bliźnięta. Bardzo kocham moje dzieci, ale za nimi nie nadążam. W domu jest ciągły bałagan. Zwłaszcza teraz, gdy mam dwoje dwulatków. Jestem bardzo zmęczona. Pewnego dnia poprosiłam mamę, żeby przyjechała na kilka dni i mi pomogła. Chętnie się zgodziła.
Moja mama mieszka na wsi, ciągle pracuje w ogrodzie warzywnym i hoduje świnie. Ma dużo obowiązków, ale zostawiła gospodarstwo ojcu, mówiąc, że sobie poradzi. Przywiozła mi też prezenty ze wsi: ziemniaki, domowe wyroby, smalec.
Pierwszego dnia wszystko było wspaniałe. W końcu miałam okazję wziąć normalną kąpiel bez pośpiechu z dziećmi. Mogłam zjeść śniadanie i wypić gorącą herbatę, a nie zimną, jak zawsze. Mama bawiła się tymczasem z wnukami. Postanowiłam posprzątać mieszkanie, bo od czasu narodzin dzieci było coraz bardziej zaniedbane. Mimo to mogłam teraz poświęcić na to więcej czasu.
Mama powiedziała, żebym się nie martwiła o sprzątanie. Ona wszystko sama zrobi, ale wysłała mnie na spacer do parku z dziećmi, żebym spotkała się z przyjaciółmi i porozmawiała.
Świetnie bawiłyśmy z przyjaciółkami, chodziłyśmy po wszystkich placach zabaw i atrakcjach dla dzieci. Spędziłyśmy na dworze około trzech godzin. Na szczęście było ciepło, więc mogłyśmy spacerować.
Wróciłyśmy do domu głodne, a na stole czekał na nas obiad. Mieszkanie pachniało czystością. Zapomniałam, jakie to jest przyjemne. Kiedy wracasz z zewnątrz, a w domu nie musisz nic robić. Och, te piękne czasy z dzieciństwa. Szkoda, że już ich nie ma.
Weszłam do salonu i trochę się przestraszyłam. Nasze włoskie meble z ciemnego dębu pokryły się białymi plamami.
Mama powiedziała, że przetarła je wodą z octem, bo nie chciała używać chemikaliów. Przeprosiła za to, co się stało.
Ale z góry wiedziałam, że Adrian będzie niezadowolony. Kiedy wrócił do domu z pracy, zaczął obwiniać moją matkę za jej zaniedbanie. Nie broniłam jej. Wiedziałam, że mój mąż ma rację.
Poprosiłam jednak Adriana, aby nie obrażał matki w ten sposób i zamilkł na jakiś czas. W końcu nie zrobiła tego celowo.
Mężczyzna jednak spoważniał, wygarnął jej też wszystko, co myślał. Wyrzucił ją z domu i powiedział, że nie potrzebujemy takiej pomocy, bo jest za droga.
Pomyślałam, że to za dużo, ale nie sprzeciwiłam się mężowi. Po prostu przeprosiłam mamę za jego zachowanie i pomogłam jej spakować rzeczy.
Po wyjściu mamy postanowiłam porozmawiać z Adrianem:
– Kochanie, myliłeś się. Mama nie chciała zniszczyć naszych mebli, nie zrobiła tego celowo.
– Koniec z pomocnikami w moim domu! – rozkazał surowo.
Zadzwoniłam do mamy, ale nie odbierała.
Minął miesiąc i zaczęliśmy rozmawiać, ale słyszę w jej głosie, że wciąż jest na mnie zła.
Nie wiem, co robić. Jestem między młotem a kowadłem. Nie wiem, po której stronie stanąć.
Co byście jej poradzili?
