Mam poważną, nieuleczalną chorobę. Nie widać tego na pierwszy rzut oka, ale prawie codziennie źle się czuję, a moja rodzina ma ze mną mnóstwo kłopotów: robi mi zastrzyk, wzywa ciągle do mnie karetkę, opiekuje się mną i podaje leki.
Moje pierwsze małżeństwo było nieudane. Mój mąż okazał się być bardzo złym człowiekiem, więc się rozwodzimy. Teraz bardzo się zakochałam w nowo poznanym mężczyźnie i wraz z tym z tym pojawiło się u mnie pytanie – kiedy jest najlepszy moment, aby powiedzieć tej nowej osobie o mojej chorobie?
W swoim życiu byłam w związkach tylko z dwoma mężczyznami. Z jednym tylko przez jakiś czasie się spotykałam, a drugi facet został moim mężem. Nie powiedziałam nic osobie, z którą się spotykałam. Miał tę samą diagnozę co ja, jednak to, że zachorował, było jego winą – prowadził wyniszczający dla jego zdrowia tryb życia.
Przy pierwszym związku nie przywiązywałam wtedy dużej wagi do swojej choroby, bo potem było już dużo lepiej, choroba na chwilę przestała dawać o sobie znać, dzięki czemu żyłam normalnie i tylko kilka razy do roku czułam się źle. W pewnym momencie tamten facet dowiedział się o mojej chorobie i bardzo się oburzył twierdząc, że celowo zataiłam przed nim ten fakt. Ten związek rozpadł się z zupełnie innego powodu i w sumie nie narzekał zbytnio na moją chorobę, ale potem zrozumiałam, że lepiej szybko porozmawiać o tym wszystkim od razu.
Jestem złą matką i nie potrafię tego zmienić
Mojemu byłemu mężowi o chorobie powiedziałam po tym, jak mi się oświadczył. Ostrzegłam go, że jestem chora i że dzieci mogą po mnie kiedyś być chore więc nie wiem, czy jest na to gotowy. Niby powiedział, że tak, ale kiedy potem mi się znowu pogorszyło, nie opiekował się mną i ogólnie miał mnie gdzieś. Potem okazało się, że moja choroba zaczęła go coraz bardziej denerwować i przeszkadzać, ale przecież ostrzegłam go i niczego przed nim nie ukrywałam. Teraz, kiedy poznałam nowego faceta też nie zamierzam nic ukrywać, tym bardziej, że czuję się coraz gorzej. Nie mogę normalnie pracować, odpoczywać, ani w ogóle żyć.
Czy w ogóle mam interesować się osobą, w której się zakochałam i marzyć o związku z nią? On sam ma problemy zdrowotne, więc na pewno nie jest mu potrzebna chora kobieta. Nie chcę zatruć mu życia i wydaje mi się, że lepiej by było, gdybym go zostawiła. Z drugiej zaś strony czuję się przy nim taka szczęśliwa, taka spokojna, jak nigdy przy nikim się tak nie czułam. Ten człowiek zaszczepia we mnie optymizm i pewność siebie i myślę, że on do mnie też czuje wiele pozytywnych emocji, ale nie wiem, czy powinnam dalej w to brnąć.
Moja choroba nie jest zaraźliwa, nie stwarzam zagrożenia dla innych, ale sprawia mi wiele kłopotów. Ale czy będzie to takie sprawiedliwe i w porządku? Płaczę i jest mi źle. Płaczę, bo ta osoba może w ogóle nie chcieć ze mną być po tym, jak wyznam prawdę, ale boję się, że go stracę i nigdy więcej go nie zobaczę. Dlaczego życie jest takie niesprawiedliwe?



