Pokłóciłam się z mężem o moje mieszkanie, do którego rości sobie prawa. Ja nie zamierzam się jednak nim z nim dzielić!

Pokłóciłam się z mężem o moje mieszkanie, do którego rości sobie prawa. Ja nie zamierzam się jednak nim z nim dzielić!

Wszystko zaczęło się od tego, że mój mąż zaczął domagać się udziału w moim mieszkaniu, które odziedziczyłam jeszcze na długo przed naszym ślubem. Mówi, że jest trzeba je wyremontować i zgadzam się z nim w tym, jednak ja od samego początku mówiłam, że jakikolwiek remont w mieszkaniu będzie odbywał się z mojej kieszeni, bo to moje mieszkanie i nie chciałam, aby czuł się wykorzystywany. Zaczął znowu protestować mówiąc, że przecież kiedy dołożyłby się do remontu i miał udziały w moim mieszkaniu, byłoby nam lżej. Proponował też, żebyśmy zamienili mieszkanie na lepsze i że nawet dołoży połowę potrzebnej kwoty. Szkoda tylko, że on nie ma takich pieniędzy i kiedy go pytam, skąd nimi weźmie takie pieniądze, on stwierdza, że przecież może wziąć pożyczkę.

Mamy osobny budżet, chociaż wcześniej tak nie było. Niestety, wspólny budżet się nie sprawdził, bo mąż wydawał pieniądze na swoje zachcianki, a ja potem nie miałam nawet za co kupić sobie butów na zimę. Mąż teraz jednak nie odpuszcza i zarzuca mi że pewnie robię z niego oszustwa, bo gdybym mu ufała, to przepisałabym na niego część mieszkania, a skoro tego nie robię, to pewnie mam go za jakiegoś złodzieja. Po częście to prawda – boje się, że w razie rozwodu zostanę z niczym, a teraz mam dach nad głową, którego nikt mi nie odbierze. Jeśli wspólnie kupimy nowe mieszkanie, to on stanie się jego współwłaścicielem i wtedy może być różnie. Jednak można kochać i ufać komuś, ale być przy tym wciąż ostrożnym.

Oddaliśmy mieszkanie synowi i synowej, a teraz jesteśmy niemile widzianymi gośćmi. Chcą naszych odwiedzin, gdy jest im to potrzebne

Krótko mówiąc – wszystko zakończyło się wielką awanturą. Następnego dnia po tej ogromnej kłótni na weekend przyjechała do nas jego siostra, a on nie odzywał się do mnie przez cały weekend ani słowem. Rozmawiał tylko z nią i pokazywał mi tym samym, jaki jest zły. Mąż sam nie ma nic – ojciec wyrzucił go z domu bez grosza przy duszy. Ja z kolei na 18-ste urodziny otrzymałam i mieszkanie, i pewną sumę pieniędzy na tzw. „start”. Póki co dziadkowie obiecują, że zostawią mu dom w spadku, ale jest to wątpliwe, bo mąż ma jeszcze dwie siostry i dwóch braci, więc najprawdopodobniej dostanie tylko jakąś część domu.

Rozumiem oczywiście, że może mu zależeć na tym, by być chociażby współwłaścicielem jakiejś nieruchomości, bo że jeśli coś się stanie, nie będzie miał dokąd pójść, ale też go nie wyrzucę na ulicę, no chyba, że zrobiłby mi okropne swiństwo. Nie chce jednak dzielić się czymś, co jest tylko moją własnością. A może robię źle i powinnam przepisać na niego część mieszkania? Sama nie wiem, co zrobić…

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

jedenaście − 11 =

Pokłóciłam się z mężem o moje mieszkanie, do którego rości sobie prawa. Ja nie zamierzam się jednak nim z nim dzielić!