Podarowałem szczeniaka samotnej kobiecie, a ona cieszy się tak bardzo, że aż brak mi słów

Podarowałem szczeniaka samotnej kobiecie, a ona cieszy się tak bardzo, że aż brak mi słów

Nie będę opowiadał o swoich dramatach, chociaż od dawna chciałem to zrobić. Według mnie każdy z nas ma swoje troski. Tym razem jednak podzielę się czymś z relacji w firmie, w której pracuję. Konkretnie chodzi o panią Zofię, naszą sprzątaczkę.

Jest sympatyczną i pracowitą kobietą, jest już siwuteńka. Mimo swojego wieku widać, że kiedyś była piękna. Ponadto jest dość inteligentna – można to zrozumieć, gdy się z nią porozmawia. Nie tylko dokładnie sprząta, ale też wypełniła cały biuro pięknymi kwiatami, którymi się opiekuje.

Moi koledzy i koleżanki z pracy jednak nie mają dla niej czasu, niektórzy ją ignorują, inni nawet się z nią nie witają. Jakby nie była żywą osobą, lecz meblem, kimś gorszym od nich. To lekceważenie i ich brutalne zachowanie doprowadza mnie do szału, ale nie mogę im niczego powiedzieć.

Bezpłodna alkoholiczka – to był mój wyrok, ale pewnego dnia wszystko się zmieniło

Ja lubię rozmawiać z panią Zofią. Od niej dowiedziałem się, że była nauczycielką geografii, ale teraz ma niską emeryturę, więc musi dodatkowo pracować, by dać sobie radę finansowo. Przez wiele lat opiekowała się chorym mężem, który zmarł. Jej jedyny syn wyjechał gdzieś w świat, nie założył rodziny i nie dał jej wnuków. Widocznie mu się nie powiodło, bo bardzo rzadko przesyłał jej drobne sumy pieniędzy, w zasadzie tylko na święta.

I gdy już kiedyś rozmawialiśmy o świętach, zapytałem ją, z jakiego prezentu ucieszyłaby się na Boże Narodzenie. Uśmiechnęła się i przyznała, że już niczego nie potrzebuje – ani ubrań, ani jakiś innych rzeczy, ale ponieważ była bardzo samotna, marzyła o małym szczeniaczku, z którym mogłaby spacerować po osiedlowym parku. Chodziła kilka razy do hodowli, żeby popatrzeć na małe pieski, ale były poza jej zasięgiem finansowym. Bała się też, że może umrzeć przed swoim pupilem.

Postanowiłem nie czekać na Boże Narodzenie i już następnej soboty udałem do hodowli szczeniaków. Wybrałem małego, białego szczeniaczka i kupiłem go dla naszej sprzątaczki. Jestem pewien, że to były najlepiej wydane 2000 złotych w moim życiu. Pani Zofia tak bardzo się ucieszyła, że teraz każdego dnia, gdy mnie widzi na korytarzu, z czułością opowiada mi o swoim „wnuczku” – tak nazywa małego Rino.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

16 + pięć =

Podarowałem szczeniaka samotnej kobiecie, a ona cieszy się tak bardzo, że aż brak mi słów