Ta historia zaczęła się, gdy jako 22-latka, przechodziłam rutynowe badania ginekologicznego, podczas których lekarz zagadkowo powtarzał pod nosem: „hmmm“ i przeplatał z jeszcze bardziej niejasnym „mmmm“.
W końcu nie wytrzymałam i zapytałam: „doktorze, co mi jest? Podejrzewa pan coś złośliwego?“. Lekarz jednak odpowiedział niejasno: „To nie jest złośliwe, ale coś tu mnie niepokoi“. Następnie zlecił mi wiele badań. Wyszłam z gabinetu wściekła i przekonana, że to nie jest normalne. „Nie można po prostu po zwykłym badaniu mówić takich strasznych rzeczy!“ – powtarzałam sobie jak mantrę.
Następnego dnia poszłam do innego specjalisty, który postawił diagnozę – bezpłodność. Poszłam jeszcze do kolejnego lekarza, a tak znowu niespodzianka, bo kolejny specjalista uznał, że jego kolega po fachu na pewno się pomylił. Uspokajałam się, że pewnie tak jest i na pewno lekarz pomylił się z diagnozą, a już po kilku dniach zapomniałam o całej sprawie i cieszyłam się życiem na pełnych obrotach.
Poznałam Karola podczas wakacji. Był wysoki, opalony, typ sportowca. Byłam jego zupełnym przeciwieństwem: nie lubiłam się ze sportem i wolałam miejskie życie. Nie wiem, co nas przyciągnęło do siebie, ale jeszcze tej samej nocy wylądowaliśmy w łóżku. Rano wyszedł z mojego pokoju – po cichu, zostawiając mi na łóżku notatkę z banalnym: „dziękuję za niesamowitą noc!“. Widząc to, pod nosem wymamrotałam coś w stylu „wszyscy mężczyźni są tacy sami“ i odwróciłam się, by jeszcze trochę pospać.
Kilka miesięcy później zaczęłam spotykać się z Nikodemem. Na początku spotykaliśmy się w przypadkiem w kawiarni i on cały czas próbował przyciągnąć moją uwagę. W końcu mu się udało. To nie była wielka miłość, ale też nie było nudno. Tuż przed Bożym Narodzeniem, Nikodem uklęknął przede mną i mi się oświadczył. Pomyślałam, że będzie zabawnie przyjąć jego propozycję.
Z Nikodemem tworzyliśmy szczęśliwą rodzinę, tak we dwoje upłynęły nam trzy lata. Jedynym cieniem na naszych relacjach był brak potomstwa. Próbowaliśmy wszystkiego, by to zmienić. Tym sposobem trafiliśmy do jednej z najbardziej znanych klinik leczenia niepłodności. Po stwierdzeniu, że problem leży wyłącznie po mojej stronie, domowe życie rozpadło się na kawałki. Radosny Nikodem zamknął się w sobie, a ja zaczęłam się o wszystko obwiniać i coraz częściej sięgać po alkohol.
I znowu zostałam sama… Nasze małżeństwo się rozpadło, oddaliliśmy się od siebie. Coraz częściej zostawałam sama w domu, on wracał późno. Zasugerowałam adopcję, ale Nikodem chłodno odpowiedział: „Myślisz, że pijanym kobietom pozwolą adoptować dziecko?“.
Jego słowa okazały się decydujące. Zarówno dla mnie, jak i dla naszego związku. Rozstaliśmy się za obopólną zgodą. Ale określenie „pijana kobieta“ otrzeźwiło mnie. Odstawienie alkoholu okazało się najłatwiejszą rzeczą na świecie w obliczu radzenia sobie samej. Tak, to było zdecydowanie trudniejsze do pokonania.
Powoli zaakceptowałam rozwód i fakt, że poza rodzicami nie mam i nie zapowiada się, żebym miała kogoś bliskiego. Zamiast jednak cierpieć, postanowiłam znaleźć nowych przyjaciół. Morze wydawało się idealnym miejscem do tego celu. Sezon już się skończył, ale ja i tak nie lubiłam letnich upałów.
Byłam żoną skąpca, a po rozwodzie sama popełniłam wiele błędów, które ciągną się za mną do dzisiaj!
„Te piękne oczy już gdzieś widziałem“ – szepnął ciepły męski głos do mojego ucha, gdy piłam kawę w kawiarni przy wejściu na plażę. Odwróciłam się powoli i najzłośliwszym spojrzeniem, jakie potrafiłam mieć, próbowałam umieścić intruza tam, gdzie jego miejsce. Ale naprzeciwko mnie uśmiechał się Karol – mój wakacyjny kochanek. Uśmiechnął się i bez pytania usiadł naprzeciwko mnie.
Zaczęliśmy rozmawiać, wspominaliśmy nasze przygody, a Karol bezczelnie stwierdził: „Nie oczekujesz chyba, że przeproszę za tę notatkę? Taki jestem i nie nadaję się chyba do długich związków. Ale z Tobą mi się podobało“. A potem dodał: „Powtórzymy to, co?“.
Spodziewaj się niespodziewanego! – dokładnie tak pomyślałam następnego ranka. Noc z Karolem była jeszcze bardziej ekscytująca niż pierwszy raz, ale najwspanialsze było to, że tym razem nie odszedł.
Zamiast „Dzień dobry“ powiedział: „Idealnie do siebie pasujemy. Nie czekajmy, aż los znów nas przypadkowo połączy, bo możemy się minąć. Co powiesz na małżeństwo?“. Myślałam, że żartuje. Ale nie! Wzięliśmy szybki ślub w urzędzie jeszcze w tym samych tygodniu – bez przygotowań, bez pompatycznej ceremonii ślubnej i z kilkoma gośćmi.
Przed ślubem chciałam być uczciwa i powiedziałam Karolowi o mojej bezpłodności, a on tylko wzruszył ramionami i odpowiedział w swoim typowym stylu: „I co z tego? Wiesz, ile jest porzuconych dzieci, które będą szczęśliwe mając rodzinę?“. Ta jego strona była dla mnie nowa i miło mnie zaskoczyła. Ponieważ nie mieliśmy żadnych wymagań, udało nam się jeszcze tego samego roku adoptować dwie siostry.
Starsza dziewczynka jest już w pierwszej klasie, a z młodszą uczymy się razem liczyć do 10. Ten lekarz wtedy miał rację. Nie wiem, jak to ustalił i co wtedy zobaczył, ale jego diagnoza była słuszna. Ale teraz i tak mam dzieci i to mnóstwo. Jak? Z Karolem postanowiliśmy założyć prywatne przedszkole i teraz jestem otoczona radosnymi dziecięcymi głosami przez cały dzień.



