Mój brat pracował dniami i nocami, był naprawdę cennym pracownikiem dla firmy, w której pracował. Potem wracał do domu i sprzątał, gotował obiady i kolacje, ale jego żona i tak tego nie doceniała, więc wniósł pozew o rozwód. Nie zdziwiłem się tą wiadomością, a nawet się ucieszyłem, bo wiem, jak układały im się relacje w rodzinie. Ciągle zarzucała mu, że jest złym ojcem oraz kiepskim mężem.
Mimo to mój brat znosił wszystkie wybryki żony i nadal sprzątał, gotował, wychowywał córkę. Nie mogłem zrozumieć, dlaczego znosił takie zachowanie żony, a córka widząc, jak matka traktuje ojca, też tak zaczęła go traktować. Po obiedzie kładły się na kanapie, oglądały telewizję i żądali od Grzegorza, żeby im służył. Mój brat tolerował nie tylko zachowanie żony, ale także teściowej, która przychodziła do nich z wizytą i potrafiła siedzieć u nich kilka dni. Teściowa zwracała uwagę na wszystko w domu i jeśli nie daj Boże chociażby jakaś książka nie leżała tak, jak według niej powinna, albo nie smakował jej obiad przygotowany przez Grześka, to mówiła, że córce się nie poszczęściło z mężem.
Grzegorz powiedział, że szybko się opamiętał i zaczął lepiej wychowywać córkę, aby nie wyrosła z niej druga matka. Po tym, jak córka podrosła, Grzegorz złożył wniosek o rozwód i woli być sam, ale będzie znacznie szczęśliwszy bez toksycznej żony. Żona widząc, że mąż spakował swoje rzeczy i wyszedł, zaczął dzwonić i grozić, żeby wrócił, bo nie ma jej kto gotować i sprzątać. Mój brat podjął jednak słuszną decyzję. W końcu nie będzie poniżany i wykorzystywany. Po tym wszystkim, co usłyszałem, powiedziałem, że to wydarzenie należy uczcić i wstawiłem wodę na herbatę, a potem poszedłem do sklepu po ciasto.




