Chciałabym podzielić się z Wami tą smutną historią, która mi się przydarzyła, bo przynajmniej odczuję ulgę na sercu, chociaż nie wiem, czy ktoś mnie rozumie.
W zeszłym roku poznałam interesującego mężczyznę. Wydawał się pozytywnym facetem, który jest ambitny i inteligentny. Nasza relacja zaczęła się szybko rozwijać i nadszedł moment, kiedy oficjalnie byliśmy już parą i pomyśleliśmy o tym, aby wspólnie zamieszkać i stworzyć razem rodzinę. Niestety, kiedy okres pierwszych motylków w brzuchu minął, wszystko zaczęło się psuć. Powodem były dzieci Darka, a dokładnie dwójka. Jego starsze dziecko ma 6 lat, a młodsze 4 lata. Wiedziałam o tym, uprzedził mnie też, że zostały u niego i z nim mieszkają, bo matka przeniosła się do Niemiec i nie chciała się nimi opiekować, ale mi to wcale nie przeszkadzało. Szczerze mówiąc zawsze, kiedy je widziałam, były grzeczne i wydawało mi się, że złapałam z nim dobry kontakt.
Pierwszy tydzień minął spokojnie, ale może po prostu nie zauważyłem zbliżającej się katastrofy z powodu zabiegania i przeprowadzki. Później dzieci zaczęły mnie nękać. Każdy kolejny dzień był gorszy od poprzedniego. Specjalnie nie jadły jedzenia, które im przygotowałam, robili z niego ładunki do „katapulty” z łyżki, albo mówiły, że jest obrzydliwe i ich mama robi lepsze. Robiły wszystko inaczej, niż prosiłam, potrafiły nawet na złość porozwalać zabawki po całym domu. Ostatnie wydarzenie przelało jednak czarę goryczy – pocięli nożyczkami moje robocze ubranie. Musiałam tłumaczyć się potem szefowi, a kiedy usłyszał ode mnie powód proszenia o kolejny komplet ciuchów roboczych, patrzył na mnie jak na idiotkę – pewnie pomyślał, że to jakiś głupi wykręt, a sama po prostu je zgubiłam albo źle wyprałam i się zmniejszyły. Otrzymałam na koniec jeszcze reprymendę od przełożonego, za to dzieci mojego partnera nie zostały w żaden sposób przez swojego ojca ukarane. Przez to tamtego dnia bardzo pokłóciliśmy się z mężczyzną. Spakowałam się i wróciłam do mieszkania.
Od tego czasu nie mamy już kontaktu. On nie pisze, nie dzwoni, najwidoczniej uznał, że skoro odeszłam, to jemu też nie zależy i nie zamierza przepraszać, a uważam, że ma za co.
Myślałam, że mogę dogadać się z jego dziećmi, ale się myliłam, to po prostu ponad moje siłę. Patrzyłam na dzieci i czułam, że mnie nienawidzą oraz miałam wrażenie, że co bym nie robiła, one i tak będą chciały mnie zniszczyć.
Nigdy więcej nie będę umawiać się z mężczyznami, którzy mają dzieci. Nie chcę przeżyć czegoś takiego po raz drugi
