Po tym, jak po raz kolejny żona nie zaszła w ciążę, kazała mi znaleźć sobie kochankę

Po tym, jak po raz kolejny żona nie zaszła w ciążę, kazała mi znaleźć sobie kochankę

Zdecydowaliśmy, że to będzie nasza ostatnia próba i po raz ostatni spróbujemy zrobić „in vitro”. Jeśli to się nie uda, to po prostu adoptujemy jakiegoś malucha.

Jednak u mojej żony sytuacja wymknęła się spod kontroli. Wcześniej, gdy przywoziłem ją z kliniki, była zapłakana i płakała w domu jeszcze przez wiele dni. Tym razem nie uroniła ani jednej łzy… jakby ktoś wyrwał jej serce. Dni jakoś mijały, ale noce były koszmarem.

Sylwia albo kładła się bardzo wcześnie i udawała, że śpi, gdy ja przychodziłem do sypialni, albo znajdowała sobie zajęcie, dopóki naprawdę nie zasnąłem i dopiero wtedy sama szła spać. Rozumiałem, przez co przechodzi, nie chciałem jej naciskać ani niepokoić, byłem gotów czekać. Z drugiej zaś strony naprawdę jej pragnąłem i chciałem żyć normalnie. Minęło sporo czasu, straciłem nadzieję na to, że wszystko będzie jak dawniej, a brak bliskości z nią mnie denerwował i frustrował.

Ona rozumiała, co się ze mną dzieje i kilka razy próbowała odpowiedzieć na moje pragnienia, ale wszystko było jakieś wymuszone. Nic z tego nie wychodziło i każda kolejna porażka coraz bardziej nas rozczarowywała. Pewnego dnia Sylwia poprosiła mnie o rozmowę. Byłem przygotowany na wszystko i miałem argumenty na każdą ewentualność.

Wszyscy zachwycają się życiem w Warszawie, a ja nie zazdroszczę jej mieszkańcom, którzy żyją w biegu i nie znają nawet swoich sasiadów

Jednak jej propozycja mnie zaskoczyła: zaproponowała, żebym znalazł sobie inną. Zrobiła to tak poważnie i szczerze, że nie miałem żadnych wątpliwości, że nie żartuje. Spokojnie wyjaśniła, że nie chce więcej zawodzić ani mnie, ani siebie i udawać, że wszystko jest w porządku. Coś w niej pękło, już nie była tą samą ognistą kobietą, w której się zakochałem.

Kilka razy powtórzyła, że mnie kocha, ale nie chce już ze mną spać, żeby mnie już nie dręczyć, a w sobie znaleźć spokój dla siebie. Była gotowa, jeśli bym tego chciał, nawet na rozwód. Obiecała, że nie będzie stwarzać problemów i będziemy mogli to zrobić wybierając rozwód bez orzeczenia o winie. Ponieważ natychmiast się sprzeciwiłem poprosiła, żebym obiecał, że będziemy dalej razem mieszkać, ale jeśli tylko znajdę inną kobietę, z którą będę czuł się dobrze, to mam jej powiedzieć.

Nie mogłem w to uwierzyć! Dodała jeszcze : „Jesteś młody, zdrowy i normalny. Żyj pełnią życia! Ja nie mogę Ci dać tego, czego potrzebujesz, nie będę Ci więc przeszkadzać, żebyś to znalazł u innej…”.

Od tego czasu minął ponad rok. Na początku wariowałem sam, miałem nadzieję, że Sylwia przynajmniej trochę będzie taka, jak była wcześniej. To się nie stało i od kilku miesięcy spotykam się z inną – byłą koleżanką z pracy, rozwiedzioną, z dwojgiem dzieci. Moim pierwszym warunkiem było to, żeby wszystko było super dyskretne – mimo że miałem pozwolenie od żony, nie mogłem dopuścić, żeby całe miasto wiedziało o drugiej kobiecie. Na razie tylko Sylwia wie, że spotykam się z inną i wiem to, chociaż jej o tym nie powiedziałem, to ona musi to czuć.

Czuję się okropnie, gdy wracam do domu… Czuję się wręcz strasznie! To okropne poczucie winy mnie zżera…  Wydawało mi się, że zdradzanie będzie łatwe, ale wcale takie nie jest. Nie wiem, jak długo to wytrzymam.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

dwanaście − 10 =

Po tym, jak po raz kolejny żona nie zaszła w ciążę, kazała mi znaleźć sobie kochankę