Pochodzę z prowincji i w tym roku moja córka idzie na studia i kilka razy pojechaliśmy do stolicy, aby złożyć dokumenty na uniwersytet i wynająć jej jakieś mieszkanie.
Nocowaliśmy u mojej kuzynki, która od lat mieszka w Warszawie. Podczas naszego pobytu robiłam tam zakupy i gotowałam, bo kuzynka nie jest zobowiązana nas karmić – i tak dobrze, że nas przyjęła pod swój dach. Im więcej chodziłam po ulicach naszej drogiej stolicy, tym bardziej przekonywałam się, że my, w prowincji, mamy się o wiele lepiej.
W Warszawie każdy się gdzieś spieszy, samochody pędzą jak szalone, wszędzie jest pełno ludzi. Na ulicach co rusz można napotkać bezdomnego i biedaków przeszukujących śmietniki. Ceny w sklepach są wręcz przerażające. Wszystkie towary mają błyszczące etykiety, a większość z nich kosztują fortunę. W autobusach i tramwajach jest straszny tłok, wszyscy są pochmurni, zdenerwowani i zawsze znajdzie się ktoś, kto wszczyna awanturę.
Wcale im nie zazdroszczę takiego życia!
Moja kuzynka mieszka w 14-piętrowym bloku, żyje jak w twierdzy. Kto wchodzi, do kogo idzie – nikt nie wie. Sąsiedzi nie witają się, mijają się jakby nigdy się nie widzieli. Ona nie utrzymuje żadnych relacji nawet z sąsiadami ze swojego piętra! Zapytałam ją dlaczego, przecież sąsiad jest ważniejszy czasami niż krewny. Kiedyś ludzie kupując nieruchomość najpierw sprawdzali, kim są sąsiedzi, a dopiero potem decydowali się na zakup domu czy mieszkania.
Odpowiedziała mi, że wszyscy są bardzo zajęci i ze względu na duże odległości tracą dużo czasu na dojazdy do oraz z pracy i spieszą się, aby wrócić do domu. W ogóle nie przychodzi im do głowy, aby rozmawiać z sąsiadami. Kompletnie jednak tego nie rozumiem! My znamy się prawie wszyscy w okolicy! Jeśli czegoś potrzebuję, najpierw idę do Grażyny i Piotra z sąsiedniego domu.
Mogę ich poprosić o wszystko – o olej, jajka, pieniądze w ramach pożyczki. Nawet pomogą mi, jeśli mam coś do zrobienia wokół domu. Owszem, towary w sklepach nie są tak luksusowe, ale ceny są znacznie niższe. Ruch na ulicach jest spokojny, witamy się, a nawet zatrzymujemy aby porozmawiać o tym, jak się mamy.
Prawda, że jest dużo plotek, ale jeśli nie poplotkujesz, to skąd czerpać jakąś przyjemność? Jednak na prowincji jest lepiej.



