Opowiem wam historię, która przydarzyła mi się jakieś cztery lata temu, ale do dziś nie mogę o niej zapomnieć. Kiedy nagle przypominam sobie, co się stało, bardzo się boję. Przydarzyła mi się następująca sytuacja.
Byłam wtedy studentką trzeciego roku i mieszkałam w akademiku, ponieważ uniwersytet znajduje się w innym mieście. Nadeszły ferie zimowe, postanowiłam pojechać do rodziców. Wsiadłam do wagonu z przedziałami, w pociągu nie było dużo osób. Potem nie miałam jednak szczęścia, bo do mojego przedziału, wsiadło trzech młodych mężczyzn. Byli hałaśliwi, pili alkohol, coś świętowali.
Postanowiłam z nimi nie rozmawiać, tylko szybko położyć się spać. Nie mogłam uniknąć rozmowy, ponieważ usilnie namawiali mnie, abym przyłączyła się do uczty.
Na początku rozmowa się rozkręciła, siedzieliśmy cicho i spokojnie. Po pewnym czasie w przedziale pozostał tylko jeden chłopak, a dwóch wyszło do wagonu restauracyjnego.
Przygotowałam się do snu na swoim miejscu, ponieważ kilka godzin jazdy było przede mną. Został ze mną sam na sam i zaczął mnie agresywnie zaczepiać. Przestraszyłam się, krzyknęłam i zaczęłam wołać o pomoc. Cudem udało mi się wydostać z przedziału i pobiegłam do konduktora. Na nieszczęście konduktor zniknął, a wściekły mężczyzna gonił mnie, byłam zrozpaczona. Nie miałam innego wyjścia, jak zadzwonić do ojca i wszystko mu opowiedzieć. Mój tata bardzo się zdenerwował i wezwał do pociągu oddział policji.
Chwilę później pojawił się konduktor. Popędziłam do niego, wyjaśniłam wszystko i poprosiłam, żeby dał mi inne miejsce w wagonie. Następnie wyjął moje rzeczy z przedziału, aby nie narażać mnie na niepotrzebne niebezpieczeństwo. Dziękowałam mu za uchronienie mnie przed ewentualnymi, tragicznymi konsekwencjami. Resztę podróży spędziłam w miłym towarzystwie. Jedyną osobą w przedziale, była miła emerytka, która starała się dodać mi otuchy i poczęstowała mnie pysznymi ciasteczkami.
Kilka stacji później, przyjechała policja na wezwanie mojego taty. Nie było jednak potrzeby korzystania z ich pomocy.
Najgorsze było już za mną, ale w pociągu nie zmrużyłam oka przez całą noc. Nie sposób było zapomnieć o pijanym mężczyźnie i moim ogromnym strachu.
Nad ranem zasnąłem, ale nie na długo. Okazało się, że awanturujący się koledzy, próbowali odnaleźć zbiegłą ofiarę. Cały wagon namawiał mężczyzn do uspokojenia się i powrotu na swoje miejsca. Nie opuszczał mnie jednak strach, przed ponownym spotkaniem z nimi. Kiedy dotarłam na swoją stację, z przerażeniem wysiadłam z przedziału, a gdyby chcieli mnie śledzić? Dobrze, że moi rodzice byli na miejscu, żeby mnie odebrać ze stacji, więc razem wsiedliśmy do samochodu i pojechaliśmy do domu. Przez kilka pierwszych dni bałam się wychodzić z domu, a niepokój nie ustępował.
Ten incydent przyczynił się do tego, że nigdy nie podróżuje sama pociągiem. Autokar jest mniej wygodny, ale dużo bezpieczniejszy, wszyscy się widzą i w każdej chwili ktoś może Ci pomóc.


