Z moim chłopakiem wyczekiwaliśmy naszego dziecka. Chcieliśmy razem stworzyć rodzinę już od dawna, ale niespodziewana ciąża wszystko przyspieszyła. Jak można się domyślić, nie zdążyliśmy odłożyć wystarczającej kwoty pieniędzy na wkład własny i zaciągnąć kredytu hipotecznego na własne mieszkanie, więc póki co o własnym kącie mogliśmy tylko pomarzyć. W obecnej sytuacji jedynym wyjściem było zamieszkanie z rodzicami.
Z rodzicami mieszkała także moja starsza, która nie była jeszcze zamężna, nie miała też nawet chłopaka. W wieku 25 lat to mnie obwiniała o to, że jest samotna, bo jako pierwsza wyszłam za mąż, łamiąc wszelkie tradycje i zasady. Według niej powiinnam czekać,, aż ona sobie kogoś znajdzie i wyjdzie za mąż. Szkoda tylko, że to mogłoby trwać wieczność, a z drugiej strony powinna zrozumieć, że nie chcieliśmy wychowywać dziecka nie będąc mężem i żoną.
Po przeprowadzce prawie codziennie dochodziło do kłótni i awantur. Ciężko było nam podzielić obowiązki domowe między naszą piątkę, a poza tym matka dolewała oliwy do ognia mówiąc, że gdybym nie poślubiła biedaka to nie miałabym na co narzekać, bo mieszkalibyśmy na swoim i wszystko byłoby w porządku. Tak naprawdę wsparcie dostawałam tylko ze strony mojego męża. Cała sytuacja pogorszyła się po narodzinach dziecka. Siostra skarżyła się, że przez płaczące dziecko się nie wysypia, a rano wstaje do pracy. Moja matka miała gdzieś swoją wnuczkę. Nie miała dla mnie żadnego zrozumienia i mimo tego, że widziała jak bardzo wykańcza mnie opieka nad dzieckiem, to żądała, abym wykonywała wszystkie obowiązkie domowe. Później tato zmienił swoje nastawienie i trochę zaczął mi pomagać, ale i tak było mi ciężko.
Na dłuższą metę nie dało się tego już wytrzymać i w końcu przeprowadziliśmy się do matki mojego męża. To było jak z deszczu pod rynnę – teraz musiałam znosić wyrzuty i pretensje teściowej. Trwało to 2 lata. Teraz w końcu mamy własne mieszkanie, nie jesteśmy już od nikogo zależni. Nie wiem dlaczego, ale moja rodzina dopiero niedawno uznała, że może faktycznie dobrze będzie odnowić kontakt i chcą widzieć wnuczkę:
– Przyprowadź nam wnuczkę! – mówi mama, a siostra z kolei skarżyła się, że zerwałam z nią kontakt. Jak po tym wszystkim mam im ot tak wybaczyć i zaakceptować to, co zrobiły?

