Kiedyś miałam wręcz idealną figurę – fajny tyłek, duże piersi, płaski brzuch i wcięcie w talii, a nogi zdawały się nie mieć końca. Wielu facetów się za mną oglądało, ale w końcu związałam się z Darkiem, ponieważ przede wszystkim spodobał mi się jego charakter. Oczywiście powiedział mi, że najpierw przyciągnęła mnie do niego moja uroda, ale odkrył też, że mam niezwykle piękne wnętrze, dlatego po jakimś czasie po prostu mi się oświadczył.
Wzięliśmy ślub i pierwsze lata naszego życia były naprawdę szczęśliwe. Wszystko skończyło się w momencie, gdy zaszłam w ciążę, wtedy też znacznie przytyłam mimo, że wcale nie jadłam jakoś bardzo dużo. Przez to, że w ciąży źle się czułam, nie ruszałam się za wiele, co na pewno nie pomogło w spowolnieniu przyrastania mojej masy ciała. Już wtedy widziałam, że mąż nie jest zadowolony, ale jeszcze nic nie mówił. Zaczął za to wyrażać otwarcie swoje niezadowolenie już po porodzie. Uważał, że powinnam się wziąć za siebie, bo „jestem tłusta i odrażająca”, a na końcu dodał, że jeśli nie schudnę, to po prostu ode mnie odejdzie. Było mi naprawdę przykro. Mąż w ogóle nie widział tego, że wszystko jest tylko na mojej głowie – dziecko, wszystkie domowe obowiązki, gotowanie. Skąd miałam wziąć czas na to, żeby jeszcze ćwiczyć, jak miałam wychodzić na siłownię, skoro nie miałam z kim zostawić dziecka?
Mimo wszystko spanikowana, bo bardzo kochałam męża, zaczęłam działać. Moją metodą było głodzenie się, potrafiłam nie jeść nic przez dwa dni, a potem zjeść tylko kromkę chleba i tak w kółko. Schudłam sporo i znowu mąż zaczął mnie traktować jak kobietę, ale problem się nie skończył. Wygłodzony organizm żądał jedzenia, więc czasami nie potrafiłam siebie opanować i jadłam wszystko, co tylko nawinęło mi się pod rękę. Mając ogromne wyrzuty sumienia później wywoływałam wymioty, aby tylko nie przytyć. Tak wyglądało moje życie na zmianę – albo się głodziłam, albo jadłam wszystko, co się dało, a potem wymiotowałam.
Mąż i tak w końcu ode mnie odszedł – wybrał sobie młodszą i chudszą kobietę. Ja po 9 latach uświadomiłam sobie, że jestem chora i przez ten cały czas miałam zaburzenia odżywiania. Czy było warto wyniszczać sobie organizm dla faceta, który i tak nie potrafił mnie uszanować? Nie. Nigdy nie miałam od niego wsparcia, tylko były wymagania, a na końcu i tak mnie zostawił.



