Pozwólcie, że podzielę się z wami moją historią.
Dwanaście lat temu poślubiłam mojego kolegę z klasy. Byliśmy przyjaciółmi od szkoły postawowej, potem razem uczyliśmy się w liceum, studiowaliśmy na uniwersyecie, a potem zaczęliśmy się spotykać. Wówczas był wysoki, przystojny, ja też byłam ładną i szczupłą dziewczyną. Zakochaliśmy się w końcu w sobie, a sześć miesięcy od wejścia w związek zaszłam w ciążę. Właśnie skończyliśmy studia i wróciliśmy do rodzinnej wsi, ponieważ tam mieliśmy gdzie mieszkać. Dostałam pracę w pobliskim sklepie, a on jeździł na tirze i zarabiał na życie. Wszystko układało nam się bez mniejszego problemu.
Potem mąż zaczął pić. Kiedy wracał z trasy to pił akurat z przyjaciółmi i potrafił nie trzeźwieć kilka dni. W tym samym czasie na świat przyszło nasze dziecko, niestety urodziło się niepełnosprawne. Nikt nikogo nie obwiniał, żyliśmy dalej i jakoś próbowaliśmy sobie z tym poradzić. Mąż nawet przestał pić, ale taki stan rzeczy trwał tylko przez chwilę, a potem tylko się wszystko pogorszyło i mąż coraz częściej zaczął sięgać po butelkę. Wkrótce wyrzucili go z pracy, a we wsi nie było za bardzo innych miejsc, gdzie szukali kogoś do pracy, jedynie w tartaku. Tam też potem zaczął pracować. To był już gwódź do trumny, bo mąż zaczął pić nawet w pracy. Był gościem w domu, a ja sama musiałam się opiekować niepełnosprawnym dzieckiem i jeszcze – kiedy mąż łaskawie pojawiał się w domu – musiałam prosić go, aby nie wszczynał awantur i nie straszył dziecka, aby chociaż ono miało spokój. Trochę pomagała mi moja młodsza siostra, która jeszcze uczyła się w szkole i mogła pomóc mi w opiece nad dzieckiem, kiedy ja chodziłam do pracy.
Pewnego dnia jak zwykle przyszła, żeby zaopiekować się dzieckiem, kiedy ja byłam w pracy. Gdy wróciłam, moja siostra była cała we łzach. Zapytałam ją, co się stało, a ona powiedziała, że mój pijany mąż przeszedł do domu, zaczął ją wyzywać i mówić, że ma się wynosić. Miał gdzieś to, że siostra pomaga mi w opiece nad naszym dzieckiem.
Po tym incydencie wyprowadziłam się do rodziców. Przez długie dziesięć lat nie pogodziłam się z mężem – pił bez przerwy, a ja wychowywałam sama dziecko. Czasami tylko pozwalałam sobie na krótkie romanse z facetami, którzy nie potrzebowali niczego poza łóżkiem.
Ale rok temu mój były mąż pojawił się ponownie. Przestał pić, przyszedł z propozycją zejścia się i życia razem we dwoje. Oboje nie jesteśmy już najmłodsi, niebawem będziemy mieć po 40 lat. We wsi nie znajdę sobie nikogo innego, a tym bardziej żaden facet nie zechce kobiety z niepełnosprawnym dzieckiem. Odmówiłam mu, ale on wciąż przychodził, aż w końcu odżyły we mie dawne uczucia do niego.
Jestem teraz w ciąży. Wiem, że alkoholików nie można zmienić, ale zaszłam w ciążę dla siebie, bo przecież moja niepełnosprawna córka będzie potrzebowała jakiejś rodziny, kiedy mnie już nie będzie. Teraz jednak wszyscy we wsi patrzą na mnie spode łba, bo uważają, że skoro wróciłam do pijaka, to zasługuję na wszystko co najgorsze (tak, mąż niestety znowu zaczął pić). Nikt nawet nie może sobie wyobrazić, jak to jest być samemu, nosić ten ciężar przez lata, ciągnąć za sobą dorastające, niepełnosprawne dziecko i nawet nie mieć nadziei na lepszą przyszłość.



